KU: Pozaziemska Technologia w Watykanie

Sezon 10, Odcinek 4

Data publikacji: 14 marca 2018

DW: David Wilcock

ES: Emery Smith

DW: Witam ponownie w „Kosmicznym Ujawnieniu”. Nazywam się David Wilcock i  jestem gospodarzem programu. Po raz kolejny jest tutaj ze mną Emery Smith, mój dziesięcioletni przyjaciel. Od dekady nakłaniałem cię byś zrobił to i udało się. Dziękuję Ci, Emery. Dziękuję Ci w imieniu wszystkich ludzi na świecie, którzy pragną wolności i Pełnego Ujawnienia.

ES: Och, dziękuję że mogę tu być, Dave.

DW: Jechaliśmy w samochodzie kiedy rozmawialiśmy o ciałach, na których dokonywałeś autopsji i wtedy powiedziałeś mi coś, co myślę, rzuci nieco więcej światła na twoją przygodę. Chciałbym abyśmy zajęli się tym wątkiem, choć miał on miejsce podczas twojej dalszej  kariery. To pomaga ustalić fundamentalną prawdę, która jest tym, o czym zazwyczaj mówią świadkowie czyli o różnych ciekawych rzeczach które robili. Opowiedz nam trochę o Watykanie.

ES: Och, Watykan.

Pewna prywatna organizacja przybyła do Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych i do wojskowego laboratorium gdzie pracowałem, gdyż potrzebowali kilku techników i naukowców, aby pojechali do Watykanu i przejrzeli ich archiwa, gdyż wiedzieli że znajdą tam informacje o statku, który został zabrany z Nowego Meksyku.

DW: Rzeczywiście, było tam UFO …

ES: Zostało zestrzelone.

DW: Och!

ES: Tak.

DW: Było to jedno z ostatnich.

ES: Tak, świeża sprawa. Zabrali oni ten statek …

DW: Dlaczego mieliby go zestrzelić? Czy był on nieprzyjazny? Zrobił coś złego?

ES: Nie, nie, nie, ani trochę.

DW: Oh.

ES: Nie, po prostu zbliżyło się za bardzo do pewnych instalacji obronnych, które tam były.

DW: Och! Dobrze.

ES: Ułyszałem o tym, na odprawie. Nie wiem gdzie się rozbiło, ale wiem gdzie zostało umieszczone.

DW: Czy wiemy cokolwiek na temat tego jak ten statek wyglądał lub kogo znaleziono w środku?

ES: Nie, nie wspomniano o żadnej załodze, ale statek tak naprawdę wyglądał jak czworościan foremny.

Jakbym to najlepiej mógł ująć – czworościan wykonany z rur PCV.

DW: Naprawdę?

ES: Zgadza się, o długości boku około 2,5 m.

DW: Och! 

ES: Tak i miał pośrodku światło.

DW: Naprawdę?

ES: Tak.

DW: Wyglądał jak zrobotyzowany dron?

ES: Zawsze jest ono na samym środku. Mógł być zrobotyzowany, gdyż wiele z tych statków w rzeczywistości posiada świadomość. 

DW: Hm.

ES: Potrafi on co jakiś czas migotać, a później wypełnił przestrzeń tak, abyś nie mógł nic przez niego zobaczyć.

DW: Jak wypełni przestrzeńļ?

ES: No wiesz, powiedziałem, że był to pusty czworościan foremny, jakby był wykonany z rur?

DW: Zgadza się.

ES: Czyli mógłbyś patrzeć przez niego i mógłbyś zobaczyć światło na jego środku.

DW: Och!

ES: Dokładnie tak.

DW: Czy wiemy jakiego koloru była kula światła?

ES: Była niebieska, ale bardzo mała, coś koło 8 cm średnicy.

DW: Łał! A sam czworościan był biały?

ES: Na zewnątrz wyglądał jakbyś go wykonał z rur PCV o czystej bieli i nie miał żadnych łączeń. 

DW: Łał!

ES: Gdybyś podszedł do niego zbyt blisko to wtedy wypełniłby swoją przestrzeń tak, abyś nie mógł zajrzeć do jego środka.

DW: Nadal nie wiem czy to rozumiem.

ES: Dobrze. Więc jeśli mamy pusty czworościan, przez który możesz patrzeć to mówimy tylko o zewnętrznych krawędziach, prawda?

DW: Tak.

ES: Więc mógłbyś przez niego patrzeć i mógłbyś zobaczyć tę kule światła. Jeśli jednak zbliżysz się za bardzo do wtedy wypełni się jednolitym kolorem.

DW: Ten czworościan się wypełni kolorem?

ES: Tak.

DW: Naprawdę?

ES: Tak.

DW: Jak wtedy wygląda?

ES: Jest po prostu biały. Zwyczajnie biały.

DW: Łał!

ES: Tak, czysta biel.

DW: Wydaje się on być pewnego rodzaju dronem, bez załogi w środku.

ES: W środku nie było załogi, co nie znaczy że … gdyż to białe światło mogłoby być pewnego rodzaju świadomością.

DW: Albo bytem. Zgadza się.

ES: Albo bytem. Kiedykolwiek widzisz światło to po pierwsze musisz kojarzyć go z jakąś istotą i to jest punkt wyjściowy.

DW: Jeśli dobrze rozumiem to mówisz, że Departament Obrony miał ten statek, czy cokolwiek to jest, co zostało zestrzelone w Nowym Meksyku i nie mają pojęcia czym to jest lub skąd przybyło?

ES: Tak. Nie wiem gdzie on został zestrzelony. Wiem tylko, że był przechowywany w Nowym Meksyku. To właśnie tam przebywałem, a ponieważ był to przypadek pierwszy w swoim rodzaju to …

DW: Mieli dość dobre wyobrażenie tego co normalnie się rozbija, zgadza się?

ES: Tak.

DW: Mają obszerny katalog?

ES: Mają bogatą kolekcję katalogową.

DW: No tak, dobrze. Ale to w jakiś sposób odbiegało od normy.

ES: Tak. Tak, (statek) wydzielał odmienne, zgaduję, promieniowanie albo coś czym byli zdumieni. Nie przejawiał on żadnej agresji lub czegoś takiego po tym jak został zestrzelony i ciągle pozostawał operacyjny.

DW: Mówisz, że ten statek znalazł się w kategorii, w której materiał sam w sobie jest jakąś formą życia?

ES: Cóż, nic mi o tym nie wiadomo, gdyż nie uczestniczyłem w tych badaniach. Wszystko co wiem to, że kula w środku wypełniona była energią.

DW: Dobrze.

ES: Zatem energia i światło zawsze mogą oznaczać życie.

DW: Dobrze. Więc co zdecydowano odnośnie tego statku? Nie wiedzieli czym on jest, skąd pochodzi i jakie zasoby mogą w tym momencie przeznaczyć na jego badanie?

ES: Utworzono więc zespół i sprawdzono dogłębnie zgromadzone już na całym świecie informacje, ponieważ inne kraje i religie również posiadają swoje własne katalogi.

Oczywiście, Watykan zawsze posiadał dużą bazę informacji. Archiwum to obejmuje ogromne zbiory wielu rzeczy: artefaktów i przedmiotów, które zostały znalezione i zabrane z Przestrzeni Kosmicznej przez bardzo wiele lat.

Pod Watykanem znajduje się podziemna baza.

Dwóch naukowców i ja zostaliśmy wysłani do tego obszaru w Watykanie do bliżej nieokreślonej lokalizacji. Zjechaliśmy windą około siedem albo osiem pięter w dół.

DW: Hm.

ES: Tak to się właśnie wszystko zaczęło. Dostaliśmy pozwolenie z Watykanu i wszystko zostało ustalone. Byliśmy tylko wykonawcami udającymi się tam, by zebrać jakiegokolwiek informacje, które mogły być podobne do tego urządzenia.

DW: Czy jest powszechne istnienie międzyresortowej współpracy?

ES: Tak. Zwykle po to, by wymieniać się przysługami.

DW: Rozumiem.

DW: W tym momencie występujesz w roli weterana Sił Powietrznych, prawda?

ES: Tak.

DW: Często słyszeliśmy od różnych świadków, że istnieje taka jakby gałąź Sił Powietrznych należąca do Militarnego Konglomeratu Przemysłowego oraz inny oddział Marynarki Wojennej. Wydzieliły się one po II Wojnie Światowej …

ES: To prawda.

DW: Rozrosły się w całkowicie odseparowane od siebie w kompleksy przemysłowe.

ES: Tak to całkowita prawda.

DW: Czy mógłbyś oszacować, czy większość z twoich doświadczeń związanych było z Siłami Powietrznymi, bo właśnie tam zaczynałeś, czy …

ES: Tak, w tej szczególnej kwestii, ale mógłbym też powiedzieć, że oni nadal pracują razem kiedy pojawiają się jakieś pytania.

DW: Rozumiem.

ES: Nie trykają się wzajemnie głowami.

DW: Rozumiem.

ES: Ale tak naprawdę lubią trzymać swoje własne tajemnice, gdyż im więcej zdołają pokazać rządowi tym więcej pieniędzy mogą otrzymać na koniec roku.

Jeśli więc zgromadzę w tym roku dla tej korporacji trochę fajnych rzeczy, to laboratorium wojskowe albo to należące do Sił Powietrznych, dostanie wtedy więcej pieniędzy.

Nie zawsze jednak dzielą się tajemnicami odnośnie tego czym się zajmują, ale zawsze pracują razem, by zrozumieć (jak działają pewne) rzeczy, których na początku nie mogą pojąć. Są bardzo zgodni jeśli chodzi o tę kwestię. 

DW: Więc myślę, że budżet wojskowy, nawet ten zgodny z księgami rachunkowymi, ostatnio wynosił coś koło 864 miliardów dolarów – absurdalne deski sedesowe za 700 dolarów i tego rodzaju rzeczy jak małe nakrętki, które kosztują 65 dolarów.

Pomysłem tutaj jest, że budżet wojskowy ma dużo luk na wydatki pozabilansowe.

ES: Zgadza się. Wiesz, mógłbyś kupić deskę sedesową za 700 dolarów ale oni idą do Home Depot i kupują ją za 2 dolary. Kupią ich 2 000 a gdzie trafia reszta pieniędzy?

DW: Cóż, najwyraźniej o coś tam walczycie odnośnie tego o czym mi teraz mówisz.

ES: To jest rywalizacja.

DW: Tak, rywalizacja.

ES: Z mojego doświadczenia – chcę tutaj powiedzieć, że nie jestem jednym z dyrektorów ani ich finansowym doradcom – z tego co słyszałem od niektórych wysoko postawionych ludzi to prawie zawsze odbywa się to tak samo.

DW: Och!

ES: To nie jest tak, że … Oni nie nabijają ich na miliardy dolarów.

DW: Zgadza się.

ES: Nie są to miliardy a biliony dolarów.

DW: Zgadza się, kiedy zliczysz wszystkie możliwości generowania wydatków.

ES: Zgadza się.

DW: Jeśli mowa o tym statku, który zestrzelono i o którym nie wiadomo czym jest, mówiąc ogólnie, to czy potrafisz spekulować – rozumiem że możesz nie mieć określonej wiedzy, ale chciałbym twoich spekulacji. Prawdopodobnie będą one lepsze niż moje.

Jak myślisz jak często takiego rodzaju rzeczy mają miejsce?

ES: Codziennie.

DW: Naprawdę?

ES: Tak.

DW: CODZIENNIE? Wypadki UFO zdarzają się codziennie?

ES: No cóż, być może …

DW: Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi.

ES: Tak naprawdę to są one identyfikowane, ponieważ kiedy mówimy „UFO”, mamy na myśli …

DW: Pojazdy.

ES: Tak, pojazdy. Ale JEST dużo pojazdów z przestrzeni kosmicznej, które są odnalezione a następnie podreperowane i przywrócone do sprawności. Nie zawsze jednak są załogowe.

DW: Zgadza się.

ES: Także wiele z tych rzeczy jest rzeczywiście jak Koń Trojański. Chcą, żebyśmy to zabrali tutaj i mogli się zapoznać z dobrą technologią oraz byśmy odtworzyli to w laboratoriach.

DW: Czyli taki pozytywny Koń Trojański.

ES: Tak, zgadza się – bardzo pozytywny Koń Trojański.

DW: Nie ma to związku z infekcją Sztuczną Inteligencją …

ES: Nie!

DW: … od której aż roi się wokół naszej planety.

ES: Wcale nie ma to z tym związku.

DW: Dobrze.

ES: Jest to coś bardzo ekscytującego i naukowcy są tego świadomi.

Także wiele korporacji chce to poznać.

Smutną rzeczą jest to, że kiedy już odkryją jak to działa to zajmie wieki zanim dotrze to do opinii publicznej, aby nam pomóc i uczynić nasze życie lepszym.

DW: Dobrze. Ja ciągle jestem jeszcze trochę zamotany i prawdopodobnie wy też. Każdego dnia? KAŻDEGO DNIA?

ES: Tak.  Każdego dnia.

DW: Czy nie byłoby ludzi filmujących to swoimi telefonami? Nie byłoby raportów o wypadku i …

ES: Cóż, myślę że jest wiele nienaturalnych rzeczy, które ludzie oglądają na YouTubie i różne takie podobne.

DW: Dobrze.

ES: Prawdopodobnie 90% z nich jest fałszywkami i są dezinformacją …

DW: Zgadza się.

ES: … albo fałszywymi, odtworzonymi pojazdami pozaziemskimi, którymi latają tylko po to by sprawić by ludzie się bali itp. Więc TO naprawdę się dzieje.

Musisz jednak zrozumieć, że to nie odbywa się zazwyczaj nad większymi miastami. Te rzeczy są zazwyczaj … zestrzeliwane w (wysokich) partiach atmosfery a następnie ostrożnie sprowadzane z powrotem na powierzchnię ziemi.

DW: Rozumiem.

ES: Więc to nie zawsze jest tak jak ze zestrzelonym odrzutowcem gdy widzisz jak on spada i wybucha.

DW: Zgadza się.

ES: Wiesz, tego typu rzeczy są niezwykle rzadkie.

DW: Więc w pewnym sensie moglibyśmy porównać to do wojny, gdzie są oni bardzo drobiazgowi w nie pozostawianiu żadnych pojazdów na polu bitwy.

ES:  Och, nie zobaczysz żadnych pojazdów na polu bitwy.

DW: Zgadza się.

ES: Nic z tych rzeczy. 

DW: Więc cokolwiek się stanie oni zabiorą to do …

ES: Jest to robione celowo.

DW: Doglądają tego.

ES: Dokładnie.

DW: Dobrze. To może więc oznaczać, tutaj zgaduję, że istnieje prawdopodobnie pewien rodzaj dyplomatycznej zależności zawartymi pomiędzy różnymi grupami pozaziemskimi. Dopiero wtedy, kiedy ludzie próbują naruszyć te porozumienia lub kontrakty, to powstają problemy? Czy jest to prawda?

ES: Dokładnie. Podobnie jak w przypadku Eisenhowera. Mam na myśli, że miało tam miejsce sporo fajnych i wartościowych spraw, które wydarzyły się podczas spotkań.  Prezydenckich spotkań z pewnymi cywilizacjami pozaziemskimi było wiele. Myślę, że kiedy prezydent uściśnie sobie dłonie z Istotami Pozaziemskimi to nie zawsze oznacza to, że prezydencki Militarny Konglomerat Przemysłowy jest również jest częścią tego porozumienia.

DW: Zgadza się.

ES: Tutaj rodzi się problem. Nasze umowy są puste i nieważne właśnie z tego powodu.

DW: Łał!

ES: Dokładnie tak.

DW: Więc jeśli mógłbyś pospekulować ponownie, choć rozumiem że będą to twoje przemyślenia …

ES: Oczywiście.

DW: … albo przekazać nam to co miałeś to na odprawach. Jeśli mówisz, że średnio odkrywany jest jeden pojazd na dzień, to byłoby 365 na rok. Jak myślisz ile z nich rocznie byłoby niekonwencjonalnych lub odmiennych i wymagających dogłębnych badań?

ES: Cóż, pozwól mi coś tutaj wyjaśnić. Kiedy mówię o odnajdywaniu jednego dziennie, to może chodzić także o poszczególne części.

DW: Aha.

ES: Rozumiesz? To mogłoby być odkrycie archeologiczne lub  coś co pochodzi z przestrzeni kosmicznej co zostało przez nich znalezione. Mogłoby to być również czymś co zestrzelili.

DW: Łał!

ES: To miałem na myśli mówiąc o tym jak wiele informacji odbieramy każdego dnia o tych urządzeniach.

DW: Łał!

ES: Więc dlatego to się tak rozrasta i tak dużo pieniędzy pochłaniają te projekty. Jest to nieograniczona liczba … Nie potrafimy nadążyć za tym co się dzieje.

Zaczynają przechowywać te rzeczy. Są jeszcze inne sprawy. Pewne organizacje, kupują ogromne ilości satelitów by śledzić te rzeczy przy użyciu detektorów wykorzystujących neutrino, by na własne sposoby uzyskiwać tą technologię, a nie tylko dzięki Militarnemu Konglomeratowi Przemysłowemu.

DW: Chciałbym byś omówił tutaj pewien temat, który mnie irytuje, dobrze? Mam tutaj więc pytanie, które zadaję z pewną dozą gniewu.

Bardzo mnie zdenerwowało, kiedy rozmawiałem z moim informatorem Jacobem gdy opisywał mi tę niedziałającą technologię. W niektórych przypadkach gdy znajdowano, pewne technologie, jak np. ruiny na planecie Mars, to na wypadek gdybyśmy kiedykolwiek w przyszłości zdołali się tam dostać, burzyli aż do gruntu wszelkie starożytne budowle i zagrzebali je, gdyż mają wrażenie, że wiedzą czym one są i nie chcą, żeby to zostało zbyt łatwo odkryte. Czy słyszałeś kiedykolwiek, żeby coś takiego miało miejsce? 

ES: Słyszałem o takich rzeczach na Ziemi.

DW: Naprawdę?

ES: Nie spotkałem się, by ktokolwiek inny twierdził, że dzieje się to także na Marsie.

DW: Myślisz więc, że technologia którą posiadają w tych tajnych programach jest tak niezmiernie rozległa, że w wielu przypadkach mogą przywieźć znaleziska, ale tak naprawdę nie przyczynią się one do znaczącego postępu wiedzy.

ES: Prawie zawsze, zwykle w około 90%, rozwijają one naszą wiedzę.

DW: Naprawdę?

ES: Mam na myśli, że kiedy sprowadzą jakiś rodzaj wyposażenia, martwe ciała albo statek czy cokolwiek innego to ciągle się uczymy. Jesteśmy tutaj ludźmi średniowiecza próbującymi młotkiem zrobić koło. Wszystkie te małe części i puzzle z czasem dopasowują się ze sobą. Możesz znaleźć jakąś część dzisiaj a za dwa lata kolejną i stwierdzisz: „A, tu są te dwa kawałki. Wspaniale!”.

DW: Ach, łał!

ES: To dlatego teraz jest tak ważne, aby wiele działów MKP, wojskowych i innych prywatnych organizacji łączyło się w zespoły w sprawach, których nie potrafią zrozumieć. Ciągle będą pracować nad tymi projektami … zwykle pracują nad nimi od 5 lub 10 lat bez proszenia o pomoc.

To trochę tak jakby mąż z żoną jeździli samochodem krążąc wkoło i mąż wcale nie zamierzał zatrzymywać się i zapytać o drogę, ponieważ jesteśmy zbyt uparci.

DW: Dokładnie.

ES: To nam mniej więcej obrazuje sytuację, jednak każdy przypadek jest inny. Dzielą się oni ze sobą informacjami i danymi, ale w bardzo ograniczony sposób i są przy tym ostrożni.

DW: Mi kojarzy się to z takim jakby kapitałem intelektualnym, tak to nazwę. Jest to coś jakby finansowa i informacyjna wartość posiadania większej ilości wykwalifikowanych pracowników pracujących nad tymi rzeczami. Gdy dojdzie do ujawnienia to będziemy mogli zaangażować w to więcej ludzi, potencjalnie dziesiątki albo setki milionów ludzi, pracujących nad tymi rzeczami. Wtedy dokonamy skoku kwantowego znacznie dalej poza miejsce w którym obecnie się znajdują. Ja mam takie pojęcie na ten temat. 

ES: Tak. Ciągle istnieją pewne zasady, prawa oraz uniwersalne porozumienia, jednakże pod kątem technologicznym przemienimy świat z dnia na dzień, no może w przeciągu tygodnia.

DW: Dokładnie.

ES: Mam na myśli, że będziemy w stanie umieścić nasze trójwymiarowo zmienione domy w jakimkolwiek miejscu 15 metrów powyżej Lasu Amazońskiego, więc nie niszcząc drzew.

DW: Łał!

ES: Miasta będą powstawały wszędzie. Wiem to, bo nasz rząd skontaktował się ze mną abym nakreślił i zaprojektował specjalne miasto, które będzie samowystarczalne, które będzie poza radarem publicznym z własną komunikacją, własnym zasilaniem energią elektryczną i z całym wyposażeniem, ponieważ przygotowują ten model by go wdrożyć dosłownie wszędzie.

DW: Łał.

ES: Nasz rząd w pełni popiera tę inicjatywę, zwłaszcza prezydent.

DW: Nie przychodzi mi tutaj na myśl, że mamy jakikolwiek problem z przeludnieniem. Jeśli masz ludzi, którzy mogą stać się wykwalifikowanymi pracownikami, to potrzebujemy ich jak najwięcej. Powinniśmy kolonizować i wychodzić w przestrzeń oraz rozwijać (infrastrukturę, przyp. tłum.) wewnątrz księżyców, na powierzchni oraz wewnątrz innych planet.

Nie musimy pozbywać się ludzi, potrzebujemy ich znacznie więcej.

ES: Dokładnie tak. Potrzebujemy więcej ludzi, ponieważ kiedy cała inteligencja oraz wszystkie te informacje ujrzą światło dzienne, każdy z nas będzie w stanie stać się naprawdę inteligentnym w bardzo krótkim czasie. Ludzie natychmiastowo zaczną szkolić się w tych sprawach.

Cała nauka stojąca za tym jak tego wszystkiego dokonać, zostanie ujawniona.

DW: Łał.

ES: Gdy tylko zostanie to ujawnione, to masz rację, będzie to jak wejście na pokład samolotu z Los Angeles do Nowego Yorku tyle tylko, że tym razem będzie to rejs z Księżyca na Marsa w celu dalszej (przyp. tłum.) kolonizacji. Będzie to bezpieczniejsze i takie proste.

DW: Dobrze, chciałbym się jednak upewnić, że omówimy temat Watykanu.

ES: Dobrze.

DW: Zjeżdżasz więc windą w dół.

ES: Tak.

DW: Jesteś na gościnnej misji, by spróbować zrozumieć o co chodzi z tym statkiem w kształcie czworościanu foremnego. 

ES: Dokładnie.

DW: Co tam zobaczyłeś? Najpierw po prostu powiedz mi jak wygląda winda. Czy jest w niej coś niezwykłego?

ES: Nie, to była bardzo duża winda, większa niż normalnie. Mógłbyś umieścić w niej samochód.

DW: Oh, łał!

ES: Poza tym była to normalna i bardzo czysta winda.

DW: Dobrze. Jakiego kształtu: okrągła czy kwadratowa?

ES: Nie, kwadratowa tak naprawdę to prostokątna.

DW: Dobrze. Zatem otwierają się drzwi i co widzisz?

ES: Weszliśmy do środka. Podłoga była biała tak samo jak i ściany. Była tam jakby czarna poręcz.

DW: Czarna poręcz? Gdzie?

ES: Było tam coś tak jakby czarna poręcz biegnąca wokół ścian, której można było się złapać.

DW: Dobrze, czyli na ścianach?

ES: Tak, na ścianach około 1m nad poziomem powierzchni.

DW: Dobrze.

ES: Nie ma tam okien, żadnego szkła, nic takiego. Była to zwykła winda. Była bardzo cicha nawet nie czułem kiedy ruszała.

DW: Och!

ES: Była to chyba najcichsza winda, którą kiedykolwiek jechałem … wiesz, zazwyczaj czujesz niewielkie szarpnięcia.

DW: Tak, zgadza się.

ES: Tam jednak tego nie było. To było tak jakbyśmy faktycznie siedzieli i po prostu rozmawiali … a kiedy drzwi się zamknęły, zastanawiałem się: „Czy ktoś zamierza nacisnąć przycisk?”

DW: Ha, ha, ha.

ES: Wiesz, byłem podenerwowany.

DW: Zgadza się.

ES: A  tu po chwili … nagle drzwi się otworzyły. Pomyślałem: „Co? Watykańska winda jest zepsuta?”

DW: Byłeś ubrany w tamtej chwili w mundur czy w cywilne ciuchy?

ES: Byłem ubrany po cywilnemu. Nic specjalnego.

DW: Rozumiem. Wszedłeś więc do środka a później drzwi się otworzyły i co zobaczyłeś?

ES: Pierwszą rzeczą, którą widzę jest ogromny obszar audytorium. To przypominało mi … choć nie lubię odnosić się do filmów … „Hogward” Harrego Pottera, myślę że to było jak system krypt z tymi wszystkimi małymi trollami, gdzie spojrzysz do góry i widzisz wszystkie te kwadratowe krypty, były one bardzo proste.

Było tam nieskazitelnie czysto. Wszędzie było piękne szkło … wyglądały one tak jak

DW: O mój Boże!

ES: … wielkie, szklane sześciany. Niektóre różniły się rozmiarem. Były naprawdę zgrabne.

Przez wszystkie te szklane kostki ciągnęły się metalowe wstęgi i kable.

Dalej były platformy o średnicy około 1,8 m, które docierały do każdej z nich.  

Nie wykonywały żadnych gwałtownych ruchów tylko płynnie podjeżdżały, a następnie odwracały się ale tylko pod pewnym kątem. Nie obracały się w koło ani nic takiego. W każdym bądź razie przy tych szklanych sześcianach stało wiele ludzi, którzy wykonywali pewne czynności.

DW: Łał!

ES: Nie wchodziłem nigdzie dalej … znajdowałem się tylko na pierwszym poziomie.

DW: To jest właśnie ta różnica i dlatego chciałem, abyś o tym opowiedział. Chciałem się ciebie zapytać o to właśnie w tej chwili: czy myślisz, że w Bibliotece Watykańskiej były stosy książek oraz regałów?

ES: No cóż …

DW: Ona jest zupełnie inna.

ES: No wiesz, zmierzamy do tego, …

DW: Dobrze.

ES: … musieliśmy przejść przez ten obszar by dostać się do starszego … gdzie znajdują się inne rzeczy, które możesz zobaczyć w filmach i gdzie jest wszędzie pełno książek itd.

DW: To co tutaj opisujesz jest jak żywcem wzięte z filmu fantastyczno-naukowego. To musiało być niesamowite i zapierające dech w piersiach.

ES: To była jedna z najbardziej niesamowitych rzeczy jakie widziałem …

DW: Łał!

ES: … ponieważ wszystko było ze szkła to pomyślałem: „To jest żałosne, wszystko to trzymają za szkłem”. Szkło może popękać w wyniku trzęsień ziemi i sam wiesz … eksplozje.

Wtedy powiedział mi: „Och, nie, to nie jest szkło. To jest pewien specjalny rodzaj metalu.”

Główny dyrektor …

DW: Łał. Może coś jak przeźroczyste aluminium, albo coś takiego?

ES: No cóż, powiedział po prostu, że to nie było szkoło tylko metal.

DW: Dobrze.

ES: To wszystko co powiedział. Nie podał mi żadnych szczegółów, a ja nie byłem tam po to by dowiadywać się o szkle, nawet pomimo tego, że bardzo chciałem wiedzieć coś na ten temat.

DW: Więc co znajdowało się za szkłem? Wyjaśnijmy to.

ES: Bardzo wiele rzeczy. Chcę tutaj powiedzieć, że były tam urządzenia, których nigdy wcześniej nie widziałem.

Niektóre z przedmiotów wyglądały jak broń a niektóre jak zwoje ale umieszczone na dużych arkuszach wyglądających jak zrobione z pleksiglasu.

Każdy z nich posiadał własną charakterystykę. Nie było tam żadnego etykietowania po zewnętrznych stronach drzwiczek.

DW: Łał!

ES: Nic z tych rzeczy. Żadnych numerów (katalogowych) ani symboli. Wszystko to było gigantyczne, … jak sześciokondygnacyjne sześciany.

DW: Och!

 

ES: (Niemalże) nierealne. Chcę tutaj powiedzieć to o czym wspomniałem wcześniej: były tam również małe krypty około 30 cm a niektóre były duże na 6 m.

DW: Były one w kształcie sześciokąta czy bardziej czworokąta?

ES: Wszystkie były o podstawie kwadratu. Gdy tak szliśmy, dostrzegłem trochę sprzętu, który wyglądał jak ogromne, podwójne antyczne berło (Dorje) wykonane z mosiądzu (które pełniło rolę insygniów, przyp. tłum.). 

DW: Tak, w Tybecie.

ES: Zgadza się, w Tybecie. Zauważyłem, że miały właśnie taki kształt, były masywne i świeciły się.

DW: Łał!

ES: Nie dochodziły do nich żadne przewody elektryczne.

DW: Zawsze myślałem, że podwójne berło (Dorje) jest jakąś technologią, która jest po prostu gorliwie kopiowana i wraz z tymi małymi rzeźbieniami.

ES: Zgadza się, ale te były naprawdę okazałe, artystyczne, nowoczesne. Była to ultranowoczesna wersja.

DW: Łał.

ES: To było naprawdę fajne z bardzo interesującymi liniami krawędziowymi i w dodatku świeciły się. Nie było tam żadnych przewodów elektrycznych ani gniazd. Po prostu leżały sobie luźno.

DW: Łał.

ES: Musisz zrozumieć, że nie byłem tam z tego powodu. Nie mogłem zatrzymać się … To nie była przechadzka po Luwrze.

DW: Dokładnie.

ES: Mieliśmy misję podczas, której musisz trzymać język za zębami i poszliśmy tam gdzie zamierzaliśmy pójść, a chcieliśmy dostać się do archiwów, by przekonać się czym jest to urządzenie czy też statek z tym wewnętrznym światłem. 

DW: Co wydarzyło się po tym jak przeszedłeś przez to majestatyczne, krystaliczne audytorium?

ES: Po tym jak przeszliśmy przez nie były tam na końcu kolejne podwójne drzwi, które były szeroko otwarte.

DW: Takie jak szklane drzwi, czy …

ES: Tak, szklane drzwi, które po prostu rozsunęły się.

DW: Robiły przy tym jakikolwiek hałas?

ES: Żadnego hałasu.

DW: Łał.

ES: Było tam bardzo cicho. Nie było nawet echa, co było dla mnie bardzo dziwne, gdyż myślałem że chociaż głos będzie się odbijał echem w tym pomieszczeniu.

DW: Jak byli ubrani ludzie, których widziałeś na tych ruchomych platformach?

ES: Wszyscy byli ubrani na biało, jak … kojarzysz ubrania chirurgiczne wykonane z takiej tkaniny.

DW: Tak.

ES: A na głowach mieli zwykłe białe czapki z daszkiem. Byli w czystych ubraniach.

DW: W czystym pomieszczeniu.

ES: Zgadza się, ale to nie była chirurgiczna czystość. Myślę, że cokolwiek robili, to wszyscy próbowali coś tam przytrzymać, patrząc na to przez szybę. Nie miałem pojęcia czym się tam zajmowali. Nie udzielono nam żadnych wskazówek.

DW: Czy myślisz, że za pierwszym rzędem tych klatek znajdowało się coś jeszcze? Czy były tam kolejne rzędy jak warstwa po warstwie poza tym pierwszym, czy może na tym obszarze wszystko się kończyło?

ES: Na pierwszej kondygnacji, gdzie byłem nie mogłem dojrzeć nic innego … chcę powiedzieć, że pomieszczenie nagle kończyło się. Niektóre (ze szklanych sześcianów) miały ponad 3 m głębokości a niektóre nawet 9 m. Wiesz, tak jak mówiłem poprzednio, niektóre były to małe ok. 30 cm skrzynki a niektóre były olbrzymie.

Przechodziliśmy obok jednej z nich, która była wysoka na co najmniej 7 metrów.

DW: Oh, łał! Niesamowite.

ES: Tak, to jest niesamowite.

DW: Co zatem wydarzyło się po tym jak przeszliście przez te bezgłośnie otwierające się drzwi? Gdzie następnie poszliście?

ES: Wierzę, że wtedy znaleźliśmy się w głównej bibliotece.Tam były te gigantyczne, cylindryczne, przewody systemu pneumatycznego, które miały średnicę prawdopodobnie coś pomiędzy 1m a 2m. Było ich tam setki, ciągnących się bardzo wysoko w górę.

DW: Powiedziałeś od metra do dwóch metrów średnicy?

ES: Tak, od metra do dwóch metrów średnicy, szklane czy też metalowe, czy jak oni to nazywają.

DW: Rozumiem.

ES: Na nich umieszczone były okna, które się otwierały i poruszały to w górę to w dół. w rękach mieli jakieś urządzenie, którym mogli je przewijać w górę a wtedy wszystkie te książki poruszały się w dół. Tak jakby wszystkie te książki i tablice były na półkach. Poruszały się on w górę i w dół.

DW: Oh, łał!

ES: Tak, w górę i w dół wewnątrz tych cylindrycznych kolumn, o których słyszałem, że były próżniowe i kontrolowane pneumatycznie, by powstrzymywać proces starzenia się.

DW: Łał.

ES: Następnie zabrali nas do tego pomieszczenia i podeszliśmy do jednej z tych kolumn, z której po prostu jeden z nich wyciągnął wszystkie te różne książki o tym szczególnym statku. Tak byliśmy w stanie zdobyć wszystkie te informacje. 

DW: Jak wyglądały te książki i czy były stare?

ES: Cóż, wyglądało to jakby te książki były rzeczywiście przetłumaczone z innej książki, którą napisał ktoś inny. Powiedziano nam, że wiele z nich było w całości przetłumaczone. Były one więc wszystkie perfekcyjnie napisane i wydane, jakby były nowe i wydane w dzisiejszych czasach, mówiąc szczerze nic nadzwyczajnego.

DW: Dobrze.

ES: Znajdowały się w segregatorach i folderach itd. Więc nie było to nic nadzwyczajnego czy futurystycznego.

DW: Dobrze.

ES: To była po prostu olbrzymia baza danych. Zobaczyłem, że w wielu kolumnach były bardzo stare rzeczy, jak oprawione skórą książki.

Zauważyłem, że jedna miała wewnątrz kamienne bloki. Wydawało mi się, że to były bloki, ale tak naprawdę były to tabliczki z wyrytymi informacjami.

DW: Czy którakolwiek z tych skórzanych książek była pokryta jakimś kolorem, jak np. jakimś jasnym kolorem?

ES: Tak, naprawdę zobaczyłem jedną, w której widziałem bardzo wiele różnych kolorów a także wiele różnych rozmiarów. Widziałem jedną półkę z 1,8 metrowymi książkami.

DW: Łał.

ES: Tak, przynajmniej wyglądały jak książki. Chcę tutaj powiedzieć, że widziałem je z odległości około 10 m.

DW: Dobrze, kiedy Pete Peterson opisywał swoją wycieczkę do Watykanu to powiedział, że wiele książek było oprawionych w skóry i mają na sobie metalowe zapięcia … i miały różne kolory, jasne odcienie takie jak: jasny czerwony czy jasny zielony.

ES: Tak. Tak, tak, widziałem je, były bardzo grube.

DW: Łał!

ES: Skóra była bardzo gruba, a na niej naprawdę były metalowe okucia. Widziałem ich dużo kiedy po prostu przechodziliśmy idąc do pomieszczenia docelowego.

DW: Czy zabraliście więc tę książkę i przynieśliście do czytelni czy na stół czy jak?

ES: Tak i nie, on ją wyciągnął. Są tam wszędzie około 2 metrowe, szklane lub wykonane z innego materiału stoły na postumentach, a on rozłożył ją na jednym z nich. Ja nazwałbym to po prostu metalowym szkłem.

Otworzył ją i to właśnie on nam pokazywał co tam było napisane. Tak naprawdę to nie wolno nam jej było dotykać.

DW: Och!

ES: Pokazywał nam to i owo. Był tam także obecny tłumacz gdyż ich angielski nie był zbyt dobry.

Byli tam również obecni dwaj inni pomocnicy, którzy zajmowali się utrzymywaniem książek w porządku, zupełnie tak jak bibliotekarze. Ci bibliotekarze byli bardzo ciekawi. 

Następną rzeczą która się wydarzyła było otworzenie przez nich tej książki i po prostu wertowanie jej kartka po kartce. Wraz z dwoma naukowcami tylko obserwowaliśmy to. Było to dokładnie  czego szukaliśmy. Zapytaliśmy go później czy nie ma jeszcze czegoś podobnego do tego co nam pokazywał. Znalazł coś jeszcze. Następnie zabrał nas do innego pomieszczenia i pokazał inną książkę. Tam w rzeczywistości były rysunki dokładnie takiego samego pojazdu …

DW: Łał!

ES: … a były to starożytne pisma.

DW: Naprawdę?

ES: Chcę tutaj powiedzieć, że nie wiem z którego wieku pochodziły, ale z pewnością były one bardzo stare ponieważ nie były narysowane na papierze. Był to gigantyczny zwój rysunków, który jakiś mnich kiedyś narysował. Zawierał dużo pojęć z fizyki i wszystko było napisane w innym języku. Pozwolono nam zrobić zdjęcie tego wszystkiego i otrzymaliśmy kopie tej książki, a następnie pod eskortą przywieźliśmy ją do domu.

DW: Czy zrozumiałeś sens tego co zostało powiedziane na głos lub przetłumaczone o tym czym był ten pojazd albo skąd pochodził? Czy wychwyciłeś jakieś inne szczegóły?

ES: Nie, ponieważ kiedy wróciłem zostałem usunięty z tego projektu. Wszystko co mogę ci powiedzieć to, moim zdaniem było to dedykowane urządzenie, które zostało tu umieszczone celowo, aby nam pomóc. To wszystko co mogę na ten temat powiedzieć. Później nigdy więcej już nie brałem udziału w tym projekcie.

DW: Powiedziałeś, że było to napisane w obcym języku i jeszcze to, że nie wyglądało jak książka. Co to więc było? Jak to wyglądało?

ES: Wyglądało jak papier woskowany.

DW: Hmmm.

ES: Tak, wyglądało to jak czarny woskowany papier. Myślę, że gdybyś coś na tym napisał, to czymkolwiek ten materiał był mógłbyś ściągnąć jedną warstwę i następnie pisać na nim. Tak to właśnie wyglądało.

DW: Łał!

ES: Nie byłem jednak w stanie tego dotknąć, ale było to samo urządzenie. Chcę tutaj powiedzieć, że był to taki sam statek, w tej samej postaci ale był dużo większy. Było on prawdopodobnie 10 razy większy – czyli ten, który pochodził od tej osoby … kimkolwiek był rysowniczy.  Był on gdzieś 10 razy większy od tego, który my mieliśmy.

DW: Co myślisz o pomyśle, który tutaj omawiamy czyli o ludziach, którzy zaczynają być szkoleni na czas kiedy nastąpi ujawnienie? Jak widzisz rozwój tej sprawy?

ES: Cóż, pierwszą rzeczą, która będzie miała miejsce jest to fakt, że każdy będzie chciał wiedzieć dokąd pójść.

„Chcę być tą osobą. Chcę pomagać. Chcę wiedzieć jak wyhodować coś przez noc – np. pomidora. Chcę wiedzieć coś o antygrawitacji – jak mogę sprawić aby mój samochód zaczął latać.”

Ludzie będą chcieli wiedzieć (wszystko) od razu, a to zależeć będzie od rządu oraz od informacji, które zostaną ujawnione uniwersytetom i opinii publicznej. Będą dążyli do tego, by zostało to przeprowadzone właściwie.

Najpierw będą chcieli zrobić to przy pomocy uniwersytetów.

DW: Zgadza się.

ES: Miejmy nadzieję, że wielu innych naukowców, którzy gdzieś tam są przejmie po nas pałeczkę i zajmą się tym co tutaj robimy. Będą mieli możliwości, by transmitować to na żywo w celu przekazania tego do opinii publicznej. Inni ludzie będą mogli po prostu to przemyśleć, ponieważ musisz wszystko udostępnić za darmo tak, aby stymulować całą planetę, do zrobienia czegoś zamiast trzymania tej wiedzy na uniwersytetach i mówienia: „Cóż, musisz najpierw zdać taki czy inny egzamin itd.”

DW: Zgadza się.

ES: Uważam jednak, że kwestia edukacji też będzie dużo łatwiejsza jeśli chodzi o przyswajanie wiedzy, gdyż rozkwit nowych, nadchodzących technologii, także będzie dotyczyć technologii szybkiego uczenia się …

DW: Tak.

ES: … oraz tego jak lepiej o siebie zadbać. Wiesz, wiele z tych spraw dotyczy życia codziennymi, które zamierzamy uczynić dużo prostszym.

DW: Bardzo fajnie.

ES: Tak.

DW: Dobrze. No cóż, dziękuję ci, Emery, za przybycie do studia. Wam chciałbym podziękować za uwagę. Jest to „Kosmiczne Ujawnienie”, nazywam się David Wilcock i jestem prowadzącym wraz z naszym specjalnym gościem, Emerym Smithem.

Kredyt zaufania dla naszych Artystów Grafiki 3D:

Arthur Herring Art

www.vashta.com 

Danieli Gish

http://gishdesigns.wixsite.com/home 

Vashta Nerada

Rene Armenta

Charles Pemberton

Steve Cefalo

Stellan Tonring

Prowadzący Program Kosmiczne Ujawnienie: 

David Wilcock – pisarz, profesjonalny wykładowca, reżyser i badacz starożytnych cywilizacji, naukowiec do spraw świadomości i nowych paradygmatów obejmujących materię i energię.  

Corey Goode – jest informatorem (z ang. whistleblower), który w serii rozmów przeprowadzanych z Davidem Wilcockiem w programie Cosmic Disclosure w Gaia TV ujawnia dotychczas nie znane opinii publicznej wydarzenia dotyczące działalności ludzi oraz istot pozaziemskich w naszym Układzie Słonecznym.  

Strona źródłowa: https://www.spherebeingalliance.com/blog/transcript-cosmic-disclosure-alien-tech-at-the-vatican.html 

TV internetowa programu Kosmiczne Ujawnienie: http://www.gaia.com 

Przetłumaczył: Michał Kozłowski

Edycja: Sławomir Lernaciński

Copyright © 2012, Wszystkie prawa do kopiowania, używania, dystrybucji oraz przetwarzania powyższego tekstu zarezerwowane przez Sławomira Lernacińskiego

KU: Grupa Anshar i Czerwonowłose Olbrzymy

Sezon 10, Odcinek 3

Data publikacji: 7 marca 2018

DW: David Wilcock

CG: Corey Goode

DW: Witam ponownie w programie “Kosmiczne Ujawnienie”. Nazywam się David Wilcock, jestem gospodarzem programu i po raz kolejny goszczę w studiu Corey Goode.

Ostatnio skończyliśmy na odbywanym przez ciebie bardzo ciekawym spotkaniu z Super Federacją i zgaduję, że po zakończeniu myślałeś, że wrócisz do domu.

CG: Tak, tak myślałem. 

DW: Jednak tak się nie stało, prawda? 

CG: Nie. Zaraz po konferencji znalazłem się w holu bazy Super Federacji i to właśnie tam zabrała mnie ponownie Niebieska Sfera, o której myślałem, że dostarczy mnie do domu. W zamian za to wylądowałem w ogromnym budynku z kopułą, który jest częścią większego kompleksu zakonnego grupy Anshar. To właśnie tam pojawiłem się po raz pierwszy ponad roku temu, gdy pierwotnie spotkałem się z tą grupą. Gdy tam wylądowałem to spostrzegłem, że było tam gwarnie. 

Ludzie ustawieni w kolejce stali, by dostać się przez otwór wejściowy prowadzący do pomieszczenia oczyszczania. Natychmiastowo dostrzegłem Aree i jej siostrę, które poruszały się w moim kierunku z ogromnymi uśmiechami na twarzach. 

DW: Corey, obecnie nazywasz ją Aree i wspomniałeś również jej siostrę. Czy mógłbyś wyjaśnić skąd wzięła się zmiana imienia i kim dokładnie jest jej siostra? 

CG: Aree … kazała mi się tak nazywać od samego początku. Kontynuowałem używanie jej pełnego imienia: Ka’Aree. Ka – oznacza, że pochodzi z Domu ‚Ka’, najwidoczniej zarówno ona jak i jej siostra. 

Zdecydowałem się na ten krok, by móc stwierdzić kto naprawdę komunikował się z grupą Anshar.

DW: Co ciekawe to można tutaj wskazać fakt, że w Prawie Jedności bardzo specyficznie wymienia się słowo ‚Ka’ w odniesieniu do nazwy naszego duchowego ciała, które wszyscy posiadamy.

CG: Hmm (zastanawia się). 

DW: To jest więc bezpośrednie odniesienie do Prawa Jedności, co jest bardzo interesujące. 

CG: Tak. 

DW: Kim jest jej siostra? Czy mógłbyś nam coś o niej opowiedzieć? 

CG: Jej siostra jest do niej podobna praktycznie pod każdym względem. Na razie jej imię zachowam dla siebie. Bardzo mocno zaangażowana ona jest w docieranie do ludzi mieszkających na powierzchni ziemi.

DW: Czy masz tutaj na myśli jakiś szczególny sposób osiągania ludzi, którym się zajmuje? 

CG: Jest ona jedną z osób siedzących na tych jajowatych krzesłach, które opisywałem wcześniej i które umożliwiają łączenie ich kolektywnej świadomości z naszą. Kontaktują się z nami w naszych snach. 

Dopiero później, przy mojej kolejnej wizycie, dowiedziałem się nieco więcej w jaki sposób używać tych krzeseł. Są one dla nich również źródłem rozrywki. Jednak obserwują nas i dostarczają przewodnictwa na odległość, właśnie z ich użyciem.

DW: Jeśli ludzie w normalnych okolicznościach zaczynają widzieć w głowie pewne rzeczy to jest to zakwalifikowane jako schizofrenia lub coś pochodnego. 

Gdzie znajduje się linia oddzielająca przewodnictwo a rzeczywistą chorobę psychiczną polegającą na „słyszeniu głosów”? 

CG: Zazwyczaj nie przemawiają do ludzi przy pomocy dźwięków. Opiszę tutaj jak to robią: 

Gdy siedzisz na jednym z tych krzeseł to możesz udać się do miejsca gdzie znajduje się albo jedna osoba albo zgromadzenie kilku osób i możesz przebywać tam razem z nimi. Spoglądasz na nich dosłownie z ponad ich ramion i oglądasz scenę z góry tak jak przedstawia się aniołów obserwujących ludzi. 

Siedzą tam i obserwują konwersację lub daną osobę pracującą (nad czymś). Jeśli uznają, że: „Och! Mogę poprowadzić tą osobę tą drogą. To zmieni dużo tu i tam i pomoże obecnej lini czasowej i tamtej innej”. Następnie ściągają wiadomości do umysłu danej osoby i jest to tak jak skompresowana paczka informacji. Następnie jest ona wypakowywana i następuje potok nowych pomysłów i właśnie ten proces nazywany jest przez nas „ściąganiem informacji”. 

DW: I pojawiają się one w postaci „oryginalnych” idei bez świadomości ludzi skąd one naprawdę pochodzą. 

CG: Dokładnie tak. 

DW: Rozumiem. Spotykasz więc Aree i jej siostrę. Czy mógłbyś nam powiedzieć co się wydarzyło następnie? Powiedziałeś, że uśmiechały się do ciebie. Czy wiedziałeś dlaczego? 

CG: Och, tak! To z powodu właśnie odbytej przeze mnie konferencji. Były nią bardzo podekscytowane. 

DW: Co zdarzyło się następnie od tego momentu? 

CG: Natychmiastowo poprowadziły mnie korytarzem prowadzącym do ogromnej jaskini gdzie kiedyś znajdowało się Miasto Anshar. Jeśli pamiętasz co się z nim stało to wiesz, że zostało one przemieszczone do bąbla tymczasowej anomalii czasoprzestrzennej. 

DW: Zgadza się. 

CG: Czekał tam na nas jeden z Busów Anshar. Wsiadali tam ludzie z różnych grup, a także i ludzie z grupy Anshar. Wewnątrz już siedziała pewna ich liczba. 

DW: Jak wiele ludzi znajdowało się w busie? 

CG: Więcej niż 15 osób. 

DW: Dobrze. Czyli było ich tam dość sporo. 

CG: Wystartowaliśmy i polecieliśmy prosto do wnętrza bąbla tymczasowej anomalii czasoprzestrzennej. 

DW: Jak on wyglądał gdy przez niego przelatywaliście? Co mogłeś tam zobaczyć? 

CG: No cóż, nic nie można było tam zobaczyć … 

DW: Och! 

CG: … gdyż jest to tak jakby ktoś uruchomił gigantyczny magnes tuż przy mojej głowie i moja świadomość spłatała mi figla … chcę tutaj powiedzieć, że straciłem przytomność i opadłem na bok a następnie natychmiastowo ją odzyskałem jak tylko do niego się dostaliśmy. Jest to coś jakby bariera, która wywiera wpływ na moją świadomość. 

DW: Hmm. 

CG: (Wewnątrz) można było zobaczyć miasto w całej swej okazałości, które rozciągnięte było na powierzchni całej sfery. Najbardziej oddalone budynki skierowane były do punktu środkowego. 

DW: Co masz na myśli mówiąc „sferę”? Czy jest to sfera stworzona z energii czy może kulista jaskinia? 

CG: Jest to sferyczny bąbel energii. 

DW: Och! Rozumiem. 

CG: Wewnątrz symetrycznego środka wszystkie miasta były ze sobą połączone. 

DW: Rozumiem. 

CG: Wlecieliśmy wewnątrz miasta Anshar i dotarliśmy do ogromnego budynku w kształcie kopuły. Wylądowaliśmy na jego szczycie … zupełnie tak jak na platformie dla helikopterów tylko, że znacznie większej. Była ona umieszczona na kolumnach. 

Wypakowaliśmy się ze statku kosmicznego i wszyscy udaliśmy się do do obszaru na dachu gdzie mieściły się dwa owalne otwory w podłodze, które następnie znikały w ścianie (poniżej), biegnąc dalej w postaci niewielkich tuneli. 

Każda osoba stawała w otworze nad tunelem a następnie poruszała się w dół. Podchodząc coraz bliżej w końcu przyszła moja kolej. Myślałem, że będzie to polegało na przesunięciu w kierunku otworu gdzie mam rzekomo skoczyć, jednak stanąłem na nim, gdyż była tam tak jakby bariera (energetyczna), która nieco się uginała gdy się poruszałem. Gdy spojrzałem w dół to zobaczyłem osobę z Anshar patrzącą na mnie w górę, która weszła tam przede mną. Widziałem górną część jej twarzy i czoło w miarę jak poruszała się w dół. Wtedy ja zacząłem poruszać się w dół. Było to jak zjeżdżanie windą. 

DW: Czy miałeś strach wysokości czy jakieś inne (nieprzyjemne) uczucia gdy wszedłeś do tego otworu? 

CG: Tak. Doznałem uczucia niepokoju. Tak jak powiedziałem, myślałem, że (wśliznę się tam) … Miałem uczucia … Mój mózg mówił mi, że zaraz tam wpadnę. 

DW: Co się działo gdy poruszałeś się tym kanałem w dół i gdzie on cię doprowadził? 

CG: No cóż, doprowadził nas on na sam spód gdzie wyszliśmy na ogromny teren wewnątrz tej kopuły gdzie wszędzie spacerowali sobie ludzie Anshar. Byli ubrani we wszelkiego rodzaju różnokolorowe rzeczy, które z pewnością były utkane. Nie były to stworzone zaawansowaną technologią ciuchy, które wcześniej widziałem. 

Tak czy inaczej przeszliśmy koło ruchliwej grupki ludzi idących zajmować się swoimi sprawami a niektórzy z nich przechodzili dosłownie przez ścianę w jedną i drugą stronę. Wyglądało to jakby naprawdę przez nią przechodzili. 

DW: Łał! 

CG: Również przeszliśmy przez nią i poczułem, że energia tam była nieco ciągliwa, taka jakby lepka lecz udało nam się przejść i znaleźliśmy się na ruchliwym obszarze gdzie ludzie chodzili lub latali tak jak Superman. 

DW: Naprawdę? 

CG: Ludzie ze starszyzny, którzy byli znacznie starsi niż inni, latali wokoło używając do tego celu odpowiedniej technologii. Pozostali spacerowali zupełnie tak samo jak widziałem to w poprzedniej strefie. 

DW: Powiedz nam czy jest technologia czy telekineza? Czy używali przy tym swoich parapsychicznych zdolności? 

CG: Nie, była to technologia. 

DW: Naprawdę? No cóż, musiało to robić wrażenie, mogę to sobie tylko wyobrazić. 

CG: Tak, robiło to wrażenie gdyż widać było ludzi, którzy podnosili (ciężkie przedmioty) … mam tu na myśli zupełnie jak Superman. 

DW: Dlaczego tylko Starszyzna mogli to robić lub mieli pozwolenie na używanie tej technologii? 

CG: Ludzie ze Starszyzny … wyglądali inaczej niż pozostała część społeczności Anshar. Powiedziano mi, że jest powszechne dla Istot z czwartej gęstości oraz innych, że w miarę gdy się starzeją to robią się coraz wyżsi i chudsi. Najwidoczniej zupełnie to samo miało miejsce w ich przypadku. Wyrośli ponad pozostałych ponad 60 cm, stali się bardzo chudzi i jeszcze bielsi. Mieli również zmarszczki wokoło ust i oczu. 

DW: Chcę tutaj wskazać na pewną dziwną rzecz: zadzwonił do mnie Pete Peterson i zaczął opowiadać mi o Nordykach, na których się natknął gdy jeszcze pracował i powiedział mi dokładnie to samo co ty, odnośnie ich faz wzrastania. 

Trzecia faza powodowała, że rośli wyżsi i stawali się chudsi.

CG: Jest jeszcze jedna rzecz, którą u nich widziałem a mianowicie urządzenie ochraniające oczy, które wraz z wiekiem stawały się coraz bardziej wrażliwe.    

Doszliśmy do budynku, w którym mieszkała grupa rodzinna Aree oraz jej dalsi krewni. Wszyscy razem zamieszkiwali ten kompleks. 

Przyprowadzono mnie do strefy gdzie żyła jej (bliska) rodzina i pokazano mi niewielki pokój do spania, który został (specjalnie) dla mnie przygotowany. Miałem tam spędzić trochę czasu. 

DW: Łał! 

CG: Przyprowadziła mnie do łóżka, które zostało zbudowane specjalnie dla mnie gdyż oni ich nie używają. 

DW: Chwileczkę, oni nie używają łóżek? Dlaczego? Co robią zamiast spania?

CG: Przechodzą przez 45-50 minutowe cykle (odpoczynku) co kilka dni. Nie mają takich samych cyklów spania jak my. 

DW: Czy nie muszą oni leżeć podczas odpoczynku? 

CG: Nie. Siedzą w swoich (jajowatych) krzesłach. 

DW: Rozumiem. 

CG: Pierwsze co zobaczyłem na łóżku to: 3 koszulki, 3 pary spodni i zestaw kosmetyków rzuconych luźno. 

Ubrania wyglądały jakby były wyprodukowane przez JCPenney w latach 80. Była to: niebieska koszulka typu „polo”, spodnie w kolorze khaki bez paska oraz bielizna i dezodorant. 

Gdy to zobaczyłem to uzmysłowiłem sobie, że będą mnie gościli trochę dłużej niż poprzednio. 

DW: Łał! 

CG: Z całą pewnością przebyłem tam przez dwa cykle spania czyli byłem tam prawdopodobnie jakieś 3 dni. 

DW: Jak duży był pokój, czy miał dużą przestrzeń? Jak wyglądał? 

CG: Nie, był bardzo mały. Prawdopodobnie 2,5×3,0 metry. 

DW: Och, łał! 

CG: Tak czy inaczej nie spędzałem tam zbyt wiele czasu. 

DW: Oczywiście musisz coś jeść. Jakie jedzenie ci podawano? 

CG: Jedzenie było w pełni wegetariańskie z ogromną ilością surowych warzyw oraz z bardzo ciekawymi smakowo ciastami, które były zrobione z warzyw i były bardzo dobre. 

DW: Czy mógłbyś stwierdzić, że było to najlepsze jedzenie jaki kiedykolwiek w życiu jadłeś, czy może było po prostu ok? 

CG: Szczerze mówiąc było trochę mdłe. 

DW: Naprawdę? 

CG: Tak. Mam tutaj na myśli, że nie było przyprawione. Oni jedzą tam surowe warzywa i nie spożywają posiłków tak często i w takich ilościach jak my. 

DW: Czy odnosiłeś wrażenie, że karmili cię tym samym jedzeniem co oni jedli … 

CG: Tak.

DW: … czy może musieli je modyfikować?„

CG: Nie, siedziałem i jadłem razem z nimi. 

DW: Gdzie spożywaliście posiłki? Czy wyglądało ono podobnie do naszej cafeterii lub coś w tym stylu? 

CG: Tak, to była cafeteria. 

DW: Naprawdę? 

CG: Zgadza się. Mieli tam wydzielone ogromne miejsce komunalne. Dach był tam podwyższony o dodatkowe piętro. Były tam również pomieszczenia prywatne … ich własne pokoje … ale nie spędzali tam zbyt wiele czasu. 

DW: Jeśli musiałeś jeść częściej niż oni to czy przyprowadzali cię do cafeterii i nie jedząc towarzyszyli ci czy może jadłeś sam? 

CG: Jadłem tam tylko 3 razy. 

DW: Naprawdę? 

CG: Tak. Mam tutaj na myśli fakt, że sam wiesz jak jem odkąd stałem się wegetarianinem. Jem jeden może dwa małe posiłki dziennie i są to bardzo małe porcje. 

Tamto jedzenie było bardzo bogate w składniki odżywcze gdyż od razu czułeś przypływ energii …

DW: Łał! 

CG: … jak tylko je zjadłeś. 

DW: Czyli było ono bardzo energetyczne? 

CG: Tak, jednak smakowało jak normalne warzywa. 

DW: Musiałeś w pewnym momencie zacząć zastanawiać się: „(Z jakichś powodów) przyprowadzili mnie do tej sypialni i dali mi jakieś dziwne ubrania”. 

Wyobrażam sobie tylko, że obracałeś się i przez ramię mówiłeś im: „Ludzie! Myślałem, że wracam do domu. Co się tutaj dzieje? Dlaczego muszę tutaj przebywać tak długo, że będę musiał nocować? Jaki macie plan? Co się ze mną stanie?”. 

CG: No wiesz, Aree powiedziała mi, że podarowano mi prezent w postaci pozwolenia na spędzenie czasu z jej rodzinną grupą, a także miałem przejść przez przygotowanie w celu udania się do bazy znajdującej się na wysokiej orbicie Saturna, by spotkać się z „Radą Saturna”.

Wiesz, miałem spędzić bardzo dużo czasu z tymi ludźmi. Powiedziano mi, bym nikogo nie dotykał i trzymał dystans. 

DW: Co jest dokładnie to o czym donosił mi Pete Peterson, to ciekawe. 

CG: Zgadza się. Gdy przybyłem tam po raz pierwszy to wszyscy stali dość daleko ode mnie i nie byli tak przyjaźnie nastawieni, lecz wtedy zobaczyli Aree … gdy dotknęła mnie, ujęła pod ramię oraz zaprowadziła do kwatery gdzie miałem zostać. Jej zachowanie zrobiło wrażenie na ludziach. Zaczęli do mnie podchodzić coraz bliżej i zadawać mi pytania oraz rozmawiać ze mną. Byli bardzo ciekawi świata na powierzchni Ziemi. 

DW: Uściślijmy tutaj jedną rzecz, która może wyjaśnić pewne niedomowienia naszemu audytorium. 

Ludzie mają skłonności do postrzegania tych istot jako bytów międzywymiarowych i z tego też powodu jawiących się nam jako duchy. Jeśli przebywasz wśród nich to również jawisz się im jak duch. 

CG: Nie są to istoty z wyższego lub innego wymiaru. Są oni nami z przyszłości. Odbyli po prostu podróż w przeszłość, by zapewnić ciągłość swojej linii czasowej. Są oni stworzeni z krwi i kości zupełnie tak jak my. 

Po pierwszym dniu mojego pobytu tam dzieci i starszyzna zaczęły do mnie podchodzić na tyle blisko, że mógłbym ich dotknąć, czego oczywiście nie robiłem. 

W pewnym momencie wpadłem w falę ludzi, którzy usuwali się z drogi i patrzyli na drugi koniec pomieszczenia gdzie był Gonzales. Wyglądał jakby ktoś go poszarpał i zbił. Zobaczył mnie zaczął poruszać się w moim kierunku. Spotkaliśmy się w pół drogi gdzie ciężko opadł na jedno z krzeseł. Podszedłem do innego, siadłem na nim i siłą myśli, wedle otrzymanych instrukcji, przesunąłem je w kierunku gdzie siedział Gonzales i zapytałem co tutaj robi i co się dzieje? 

DW: Czyli możesz przemieszczać to jajowate krzesło w różne strony tylko siłą myśli? 

CG: Z łatwością. 

DW: Czyli prześliznąłeś się na krześle się do Gonzalesa i co było dalej?

CG: Jeśli dobrze pamiętasz to wspominałem wcześniej, że spędził on dość sporo czasu z Grupą Anshar. Był czas gdy mieszkał z nimi w ich podziemnym mieście.

DW: Zgadza się.

CG: Częścią pracy, którą tam wykonywał było kontaktowanie się z rasą czerwonowłosych, sześciopalczastych olbrzymów. Torował drogę w kontaktach z nimi aż do czasy gdy wykopano go z tamtąd za jego (niewłaściwe) zachowanie. 

DW: Należy tutaj dodać, że istnieje gigantyczna ilość ewidencji w postaci ogromnych szkieletów, które zostawały znajdowane na całej Ziemi. Czy wiążą się one w jakiś sposób z tymi rudowłosymi olbrzymami?

CG: Tak.

DW: W jaki sposób? 

CG: Pozwól mi dokończyć i sam zobaczysz co ma tutaj miejsce. 

DW: Dobrze. 

CG: Gonzales powiedział mi, że przez ostatni rok albo nawet dłużej, pracował nad rudowłosymi olbrzymami. Starał się przekonać ich do przyjęcia pewnych uzdrowicielskich technologii, które oferowali im Majowie. Oni, jednakże, odmawiali jakiejkolwiek pomocy od Majów wierząc, że jest to jakiś podstęp. 

SSP i Majowie czasami ratowali osobników z tej rasy znajdowanych w przeróżnych miejscach naszej planety i oferowali im azyl. 

Rasa ta mówiła: 

“Nie chcemy żadnych uzdrowicielskich technologii aż do czasu gdy nie obudzicie naszej Królewskiej Rodziny” … która jest w rzeczywistości przetrzymywana w bazach należących do Kliki (Cabal). 

DW: Dobrze, w związku z tym nasuwa się tutaj pewne pytanie. 

CG: Tak, wysuwanie przez nich takich żądań nie ma tutaj żadnego sensu. 

DW: Odniosłem wrażenie, że rasa czerwonowłosych olbrzymów całkowicie wyginęła. Na powierzchni Ziemi nie można spotkać ani jednego jej osobnika. 

CG: Obecnie żaden z nich nie przebywa na powierzchni Ziemi. 

DW: Dlaczego więc rozmawiamy o nich w sposób, który sugeruje, że ciągle istnieją? Czy jest to częścią …

CG: Bo oni żyją. 

DW: Rozumiem. 

CG: W pewnym czasie naszej historii panowali oni nad ogromnymi połaciami Ameryki Północnej i Łacińskiej. Istoty te są genetycznym produktem Rasy Przed-Adamowej … 

DW: Rozumiem. 

CG: … wiesz, tej która został znaleziona na Antarktydzie. Stworzyli oni tych olbrzymów po to, by zarządzali ludźmi czyli ich ludzką populacją niewolników. 

Po wystąpieniu kataklizmu praktycznie cała Rasa Przed-Adamowa została zmieciona z powierzchni Ziemi. Uważa się, że od tego czasu rudowłosi olbrzymi zostali zdani sami na siebie. To w tamtym czasie zaczęli pożerać ludzi i stwarzali bardzo dużo problemów. 

Po wielu latach od kataklizmu ludzie zaczęli się organizować w grupy i rozpoczęli polowanie na nich. Miedzianoczerwoni olbrzymi zeszli więc pod ziemię i musieli schodzić coraz niżej i niżej aż dotarli do pewnych ekosystemów umieszczonych bardzo głęboko pod powierzchnią naszej planety. Rozmawialiśmy już na ten temat w naszym programie “Kosmiczne Ujawnienie”. 

DW: Czyli mamy tutaj do czynienia z rdzennymi mieszkańcami Ameryki Północnej Indianami, którzy wypuszczają się na polowania na tych olbrzymów. W Europie i Azji również ludzie zaczęli na nich polować i dlatego też wycofali się oni pod powierzchnię ziemi, tak? 

CG: Do jaskiń, w których znajdowały się (unikatowe) ekosystemy. 

DW: Rozumiem. 

CG: To spowodowało znacznie pogorszenie ich zdrowia gdyż nie dostarczali swoim ciałom odpowiedniej ilości elementów odżywczych, których potrzebowali a także światła słonecznego. Żywili się tym co mogli tam znaleźć co odbiło się w bardzo negatywny sposób na ich kondycji fizycznej. Robili się coraz chudsi. 

Polowali na jedną rasę humanoidów, żyjącą w jednej z jaskiń, do tego stopnia, że wytępili ją całkowicie. Stało się tak gdyż przyzwyczaili się do ich smaku. Powodowali tam straszliwy zamęt pośród pozostałych istot żyjących w tamtym ekosystemie … 

DW: Czy wyglądają oni tak jak my tylko są większych rozmiarów czy mają jakiś niezwyczajny kształt twarzy i czaszek? 

CG: Tak, mają wydłużone czoła, ogromne szczęki i podwójny rząd zębów. Nie wpasowali by się w żadną rasę ludzką żyjącą obecnie na Ziemi. 

DW: Czyli nawet gdybyśmy skurczyli ich do naszych rozmiarów to i tak wyglądaliby całkiem inaczej niż my? 

CG: Zgadza się.

DW: To bardzo ciekawe. Żyją oni więc w tych podziemnych jaskiniach. W zasadzie z tego co mówisz to wymiatają inne podziemne populacje humanoidów. 

CG: Zgadza się. No cóż, w ostateczności skończyło się tak, że w pewnym momencie ich historii pewni ludzie z ich królewskiej kasty pomogły im zebrać się razem. Przynajmniej oni tak twierdzą. 

Gdy byli uchodźcami pod ziemią panował u nich straszny bałagan. Znaleźli więc obszary gdzie mogli utrzymać swoją niewielką populację. Kontrolowali swoją liczebność a ich królewska oraz religijna kasta postanowiły, że umieszczą swoje ciała w różnych komorach hibernacyjnych. 

DW: Ciekaw jestem ich cywilizacji w obydwu Amerykach gdzie możemy zobaczyć dowody dotyczące tego co jest nazywane “budowniczy kopców” (mound-builders). Ziemia jest tam zawsze usypana w kształt piramidy. Gdy ludzie zaczynali kopać w nich do docierali do szczątków szkieletów olbrzymów. Kopce i kości gigantów są ze sobą nierozłączne. 

Wygląda na to, że ludzie ci mają wrodzony pęd do budowania piramid. Co sądzisz na ten temat? 

CG: No cóż, olbrzymi ci byli ponoć tymi, którzy nadzorowali i kontrolowali ludzi gdy budowana była infrastruktura miast należących do Rasy Przed-Adamowej. 

Być może spekuluję tutaj, ale wydaje mi się, że rasa gigantów była przodowymi we wszystkich tych pracach. Nadzorowali oni niewolników ludzkich tak, by praca została wykonana. 

DW: Gdy ludzie wkopywali się w te kopce to tak naprawdę nigdy nie odnajdywano żadnych ksiąg pisanych … Czy uważasz, że byli oni piśmienni? Czy Wielki Potop dotknął ich pod tym względem? 

CG: Tak. 

DW: Czy utracili większość ze swojego języka? 

CG: Stracili wtedy wszystko.

DW: Naprawdę? 

CG: Zgadza się. Znaleźli się dokładnie w takiej samej pozycji jak ludzkość. Wszystko było stracone.

DW: Jak wiedzieli o tych jaskiniach wewnątrz ziemi skoro w zasadzie popadli w analfabetyzm? 

CG: No cóż, zostali oni zmuszeni do ucieczki tam. Musieli udać się tam, odkryć i zbadać te wszystkie obszary. 

DW: Rozumiem. 

CG: W ostateczności doszło do sytuacji gdzie ich kasta rządząca zebrała całą rasę i powiedziała: “Posiadamy kilka obszarów, które będą w stanie utrzymać waszą populację. Musicie tylko kontrolować swoją liczebność. My udajemy się w stan hibernacji a gdy wrócimy to dzięki temu będziemy tak silni i potężni jak jesteśmy teraz. Gdy przyjdziemy do was ponownie podczas wielkich zmian energetycznych, bardziej się wam przydamy”. 

Stało się jednak inaczej … Istniało 130 osobników tej rasy, którzy porozsiewani byli w różnych komorach. Klika (Cabal) zlokalizowała większość tych sarkofagów, obudziła miedzianoczerwonych olbrzymów i umieściła w więzieniach wewnątrz swoich baz. 

DW: Myślałem, że powiedziałeś wcześniej, że ludzie usiłowali dostać się do tych komór i zostawali tam uwięzieni i nie mogli dokonać żadnego przełomu. Istniało tam jakieś pole grawitacyjne. 

Czy Klika (Cabal) obudziła w rzeczywistości kogokolwiek ze znalezionych? Myślałem, że nikt nie mógł się tam dostać.

CG: Nie mogą dostać się do środka, ale posiadają technologię używającą wibracji harmonicznych, która jest w stanie wyłączyć i kontrolować tę technologię. 

DW: Och! Naprawdę? Ciekawe. 

CG: Znaleźli jej bardzo dużo i zepsutej i jeszcze działającej … Znają ją bardzo dobrze i wiedzą jak ona działa. Rasa olbrzymów przeżyła fizycznie w tych sanktuariach ale mentalnie byli całkowicie niestabilni. 

Gonzales powiedział mi, że paradoksalnie dokonywał większych postępów w rozmowach z nimi zanim dokonał osobistej transformacji. Ponieważ są oni tak bardzo straumatyzowani psychologicznie to nie można do nich w żaden sposób dotrzeć. Gdy siedział na tym jajowatym krześle to powiedział mi, że po swojej personalnej zmianie nie jest tym kim był wcześniej i dlatego też nie łączy go z nimi nic wspólnego. 

DW: Zobaczmy czy dobrze to zrozumiałem. Poszli spać; myślą, że obudzą się i nadal będą królami ludzkości – chodzi tutaj o tych 130 osobników miedzianoczerwowłosych olbrzymów. Jednak obudzili się i dostali się do więzienia. Musi to być dla nich wstrząsem. 

CG: Tak. 

DW: Czy doświadczają tego jakby wplecenia w dwóch punktów czasowych czy może mają odczucia, że nie było ich tutaj przez bardzo długi czas? 

CG: Tamci, którzy znajdowali się w komorach hibernacyjnych poszli spać a później po prostu obudzili się. 

DW: Łał! Czyli ta nagła utrata władzy, o której mówisz, musiała doprowadzić ich rozjuszyć. 

CG: No cóż, mówimy tutaj o tych, którzy przebywali w komorach. To ci, którzy żyli tutaj od pokoleń w ekosystemach głęboko pod powierzchnią ziemi byli najbardziej straumatyzowani. 

DW: Och! 

CG: Gonzales powiedział mi, że nie był w stanie znaleźć z nimi wspólnego języka. Powtarzał im: “Możemy wam pomóc. Możemy podarować wam uzdrawiające technologie”. A oni na to: “Nie! Najpierw przyprowadźcie nam członków naszych rodzin królewskich i innych ludzi. Dopiero wtedy zaakceptujemy wasze uzdrowienie”. Tamci są oczywiście uwięzieni przez Klikę (Cabal). Wiesz, nie ma to żadnego sensu ale właśnie tą drogą poszli. 

DW: Czy olbrzymi, którzy od dawna żyją pod powierzchnią ziemi mają jakiekolwiek pojęcie jaka cywilizacja zamieszkuje powierzchnię? Czy zdają sobie sprawę, że są oni od nas całkowicie odcięci i nie mają zielonego pojęcia z kim mają do czynienia gdybyśmy chcieli się tam udać i schwytać ich? 

CG: Większość z nich jest odcięta, lecz niektórzy z nich wypuszczali się na misje zwiadowcze na powierzchnię od czasu do czasu i zazwyczaj spotykali się z ludźmi wojskowymi. 

Nie zdają sobie sprawę jak bardzo stracili kontrolę nad całą sytuacją. 

DW: Czy posiadali jakiś system komunikacji, który pozwalał im łączyć i porozumiewać z innymi grupami w różnych obszarach? 

CG: Powiedziano mi, że używali tam starożytnej technologii, która pozwalała im na komunikowanie się ze sobą. 

Gonzales był jednak bardzo sfrustrowany. W jego oczach pojawiły się iskry gdy powiedział mi, że nie znajdował wspólnego języka z olbrzymami po zmianach swojej osobowości. Spojrzał na mnie i spytał: “Chciałbyś się tam udać?”. A ja mu na to: “Ta praca, kolego należy do ciebie, a nie do mnie”. 

DW: Udać się w miejsce tam gdzie przebywają te olbrzymy o miedzianoczerwonych włosach? 

CG: Tak. Powiedział: “Chodź tam, przecież to nie pierwszy raz gdy spotkasz się z kimś, kto będzie chciał cię zjeść”. 

DW: Gdzie zlokalizowane są te tereny? Czy przekazano ci jakieś szczegółowe informacje na temat podziemnych miast, do których mieli być przemieszczeni? 

CG: Tak. Było to na obszarze byłego Miasta Anshar. Tak naprawdę to Gonzales odkrył to gdyż ludzie Anshar udawali się w sekrecie do tej jaskini przez litą ścianę, przez którą po prostu przechodzili. Po kilku tygodniach udało mu się znaleźć drogę okrężną prowadzącą przez niewielki otwór w ścianie, przez który oglądał wszystko co tam się działo. Widział tam ludzi z grupy Anshar, którzy spotykali się z olbrzymami zawodzącymi i płaczącymi. Wszystko to brzmiało okropnie. Zgaduję, że miało to miejsce zaraz przed tym gdy ludzie Anshar odkryli o tym, że wie i wywalili go ze swojego miasta. 

DW: Tak naprawdę to kończy nam się czas w tym odcinku ale ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz, byś spekulował trochę na temat tego jak do procesu Wzniesienia ludzkości w rasę, do której należy grupa Anshar pasują ci czerwonowłosi olbrzymi? Jak sądzisz dlaczego pokazuje się tobie te wszystkie rzeczy? 

CG: Wydaje mi się, że pomimo tego iż istoty te dokonały okropnych czynów w przeszłości to i tak jesteśmy z nimi w jakiś sposób połączeni karmicznie. 

Ma się to zupełnie tak jak w przypadku Niebieskich Awian, którzy chcą przejść do wyższej oktawy wibracyjnej lecz nie mogą, ze względu na ludzkość, która hamuje ich ze względu na to ich połączenia karmiczne z nami. To samo ma miejsce z tymi innymi istotami i z nami. Albo wznosimy się wszyscy razem, albo nikt z nas nie przejdzie do wyższych wibracji. 

DW: Musieliście w pewnym momencie zakończyć tę konwersację o olbrzymach z Gonzalesem. Co nastąpiło później? 

CG: Aree i jej siostra przyszła do mnie i Gonzalesa na chwilę. Niektórzy ludzie z jej grupy zgromadzili się wokól nas … w tym momencie trzymali się nieco dalej od Gonzalesa niż ode mnie. Wtedy siostra Aree powiedziała: “ Przyszedł czas, byśmy przygotowali się do spotkania z nowymi Opiekunami”. Wszyscy byli podekscytowani. Zaczęliśmy więc kończyć naszą konwersację. Ludzie ze starszyzny zaprosili mnie do powrotu do ich miasta i pozostaniu tam na dłużej … ale to za kilka miesięcy od teraz. 

DW: Jak na ciebie mówili gdy to wszystko miało miejsce? 

CG: Nazywali mnie Hanush. 

DW: Naprawdę? 

CG: Tak. Każdy zebrał się we wspólnym holu, by pożegnać się ze mną. Wtedy powiedzieliśmy sobie “Dowidzenia” a następnie udaliśmy się z powrotem tą samą drogą przez bąbel anomalii czasowej i wylecieliśmy z niego. 

DW: Hmm! Czy coś jeszcze się wydarzyło się gdy wróciłeś do domu? 

CG: Tak. W rzeczywistości nie wróciłem do domu … Wylądowaliśmy Busem Anshar, wyszliśmy z powrotem do kompleksu budynków świątynnych gdzie ustawiło się jeszcze więcej ludzi w kolejkach do pomieszczenia oczyszczeń, który opisałem wcześniej. Aree, jej siostra, Gonzales i ja minęliśmy kolejkę i podeszliśmy na sam przód i zaczęliśmy ceremonię obmywania. Złożyłem moje ubrania i chciałem je położyć koło ubrań Gonzalesa na postumencie w kształcie półkola ale Aree miała przewieszoną przez ramię torbę o kolorze jasnego brązu, otworzyła ją i dała znać, że powinienem je włożyć tutaj. Popatrzyłem wokoło i zobaczyłem reprezentantów wszystkich siedmiu grup Cywilizacji z Wnętrza Ziemi, które spotkałem gdy byłem tutaj po praz pierwszy. 

DW: Czy nosili wtedy te same amulety jak podczas twojego pierwszego spotkania?

CG: Tak. Mieli ze sobą amulety i ubrani byli w białe tuniki. 

DW: Ciekawe. No cóż, czas naszego odcinka dobiegł końca. Chcę ci podziękować Corey za bardzo fascynujące informacje. Wam chcę podziękować za uwagę. Jest to program “Kosmiczne Ujawnienie”. Ja nazywam się David Wilcock i goszczę w studiu Corey Goode. 

Kredyt zaufania dla naszych Artystów Grafiki 3D:

Arthur Herring Art

www.vashta.com 

Danieli Gish

http://gishdesigns.wixsite.com/home 

Vashta Nerada

Rene Armenta

Charles Pemberton

Steve Cefalo

Stellan Tonring

Prowadzący Program Kosmiczne Ujawnienie: 

David Wilcock – pisarz, profesjonalny wykładowca, reżyser i badacz starożytnych cywilizacji, naukowiec do spraw świadomości i nowych paradygmatów obejmujących materię i energię.  

Corey Goode – jest informatorem (z ang. whistleblower), który w serii rozmów przeprowadzanych z Davidem Wilcockiem w programie Cosmic Disclosure w Gaia TV ujawnia dotychczas nie znane opinii publicznej wydarzenia dotyczące działalności ludzi oraz istot pozaziemskich w naszym Układzie Słonecznym.  

Strona źródłowa: https://www.spherebeingalliance.com/blog/transcript-cosmic-disclosure-the-anshar-and-red-headed-giants.html 

TV internetowa programu Kosmiczne Ujawnienie: http://www.gaia.com 

Przetłumaczył: Sławomir Lernaciński

Copyright © 2012, Wszystkie prawa do kopiowania, używania, dystrybucji oraz przetwarzania powyższego tekstu zarezerwowane przez Sławomira Lernacińskiego

KU: W Poszukiwaniu Początków Tajnego Programu Kosmicznego z Michealem Sallą

Sezon 7, Odcinek 11

Data publikacji: 16 marca 2017

DW: David Wilcock

CG: Corey Goode

MS: Michael Salla

DW: Witam w „Kosmicznym Ujawnieniu”. Jestem waszym gospodarzem, David Wilcock. Jestem tutaj z Corey Goode i z naszym specjalnym gościem Dr. Michaelem Sallą z Instytutu Egzopolitycznego.

Witaj w programie Michael.

MS: Dziękuję za zaproszenie do programu, David.

DW: Dziękuję. Corey, dobrze gościć cię z powrotem, kolego.

CG: Dziękuję.

DW: Rozmawiałem z tobą o pewnej książce którą napisałeś, „Ostatnie Wystąpienie Kennediego” (Kennedy’s Last Stand) i właśnie od niej chciałbym rozpocząć w tym odcinku.

MS: Dobrze, książka rzeczywiście porusza to co Kennedy wiedział o całej tej kwestii.

DW: Jakiej całej kwestii?

MS: Kwestii UFO, latających spodków.

DW: Och!

MS: Kennedy bardzo się tym interesował, więc rzuca ona światło na historię poszukiwań, by czegoś się o tym dowiedzieć. Jedną ze spraw, jaką zawarłem tam było to, co udało mi się odkryć a mianowicie, że na początku swojej kariery, Kennedy był faktycznie protegowanym Jamesa Forrestala, który w tamtym czasie był Sekretarzem Marynarki Wojennej.

CG: Tak, Marynarki Wojennej.

MS: Więc Forrestal pozyskał Kennediego … To było zanim Kennedy stał się kongresmenem i zanim zaczął zajmować się polityką. Forrestal, w tamtym czasie, chciał Kennediego zrekrutować do swojego osobistego sztabu.

Forrestal zabrał więc Kennediego w podróż w poszukiwaniu faktów do Niemiec w lipcu i sierpniu 1945 roku. Było to już więc po wojnie.

Mamy tam Marynarkę Wojenną i Armię gruntownie zajmującą wszystko co Naziści rozwijali w dziedzinie tajnych technologii, próbujących odkryć czym one były, by następnie sprowadzić je (do USA) w ramach Operacji „Paperclip” – naukowców i technologie.

DW: Więc, jeśli uciekli na Antarktydę, to wygląda na to, że nie udało im się zabrać wszystkiego.

MS: Dokładnie tak. Niemcy wciąż mieli pod ziemią schowanego naprawdę sporo zaawansowanego sprzętu. Do momentu gdy Siły Powietrzne i Marynarka Wojenna się tym zajęły, sprzęt nad którym pracowali Niemcy w okupowanej Europie z pewnością znacznie wyprzedzał wszystko to czym dysponowały nasze siły.

Marynarka Wojenna próbowała więc dowiedzieć się jak to funkcjonuje, żeby to odesłać do Stanów Zjednoczonych, by pracować dalej nad tym w ściśle tajnych laboratoriach.

DW: Pozwól mi zapytać cię o coś. Czy Stany Zjednoczone schwytały Niemieckich żołnierzy i naukowców, którzy mówili im co tam było? Czy raczej wchodzili do opuszczonego budynku i starali się wszystko przegrzebać?

MS: Jedno i drugie. Mieli wielu naukowców, inżynierów, którzy starali się ubić umowę, starając się znaleźć przyjazne miejsce do życia lub może nawet być repatriowanym do któregoś kraju, z którego pierwotnie pochodzili, albo nawet dostać się do Stanów Zjednoczonych …

DW: Zgadza się.

MS: … byli to ludzie, którzy mieli dokumenty i którzy chcieli ubić interes. Wiedzieli oni gdzie były tajne labolatoria.

Wszystko to tam się wydarzyło, a więc Marynarka Wojenna i Armia mają tam swoje najlepsze zespoły wywiadowcze, próbujące odsiać dokładnie to co było dostępne.

DW: Dobrze. Przepraszam, że przeszkadzam, ale myślę że również to jest tutaj naprawdę ważne.

Kiedy ludzie są młodzi, nie rozumieją tego, Kennedy to nie jest przeciętna rodzina. Patrząc w przeszłość rodziny Kennedych, w której Joseph Kennedy, ojciec wszystkich braci Kennedy’ego, był dobrze znanym przemytnikiem alkoholu i dorobił się znaczącej fortuny.

MS: Zgadza się, tak. Był odnoszącym znaczne sukcesy biznesmenem. Mam na myśli, że robił on wiele rzeczy, a przemyt alkoholu podczas prohibicji był jedną z nich.

DW: Zgadza się.

MS: Ale najprawdopodobniej najlepiej znany był z tego, że był ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Anglii tuż przed II Wojną Światową.

DW: Tak.

MS: Wraz z James Forrestalem, … stał się pierwszym, wydaje mi się, Prezydentem Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.

DW: Och, naprawdę?

MS: Był to więc … w rzeczywistości był on w tamtym czasie na samym szczycie systemu finansowego Stanów Zjednoczonych.

DW: Zgadza się, ponieważ Komisja ta reguluje rynki akcji (papierów wartościowych) i towarów oraz wszystkie pochodne rzeczy.

CG: Tak. Powiązanie z Forrestalem jest oczywiste, pojawia się on w Ufologii dosłownie wszędzie.

DW: MJ-12 (Majestic-12), zgadza się?

MS: Tak, zgadza się, był on w komisji MJ-12. Forrestal był gościem, który pracował dla dużej finansowej spółki Dillon i Read. Tak został wybrany przez Marynarkę Wojenną, przez Roosevelta, by efektywnie pomóc Marynarce Wojennej przygotować się do wojny, ponieważ posiadał on ekspertyzę i wiedzę o produkcji przemysłowej na dużą skalę, a Marynarka Wojenna potrzebowała faktycznej zmiany, aby poradzić sobie z presją walki prowadzonej w dwóch wojnach.

CG: Jest też trochę interesujących powiązań pomiędzy Forrestalem i Williamem Tompkinsem, nieprawdaż?

MS: (Jest to) bardzo ważne. Według Williama Tompkinsa, Forrestal był człowiekiem który wybrał admirała który mógł nadać bieg ściśle tajnemu programowi Marynarki Wojennej, który próbował wydobyć jak największą ilość informacji na temat tego co robili Naziści, w zakresie tajnych, kosmicznych technologii.

Forrestal był także człowiekiem, który pod pewnym wpływem Nordyków, wybiera Rico Bottę do formalnego pełnienia tej funkcji.

Forrestal komunikował się więc z Pozaziemską Rasą Nordyków. Omawiam to w mojej nowej książce, „Tajny Program Kosmiczny Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych” (“The U.S. Navy’s Secret Space Program), sposób w jaki istoty pozaziemskie Nordycy pomagali Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych, przez całe spektrum tej pomocy – od samego początku do samego końca – w rozwijaniu tajnego kosmicznego programu Marynarki Wojennej.

DW: Czy myślisz że w czasie kiedy Forrestal przewoził Kennedy’ego do dopiero co pokonanych Niemiec, aby dostać się do tych wszystkich dóbr, myślisz że oni już mieli plan z Joe Kennedym, żeby jego synowie kandydowali na prezydenta?

MS: Cóż, to mogło być powodem dla którego John F. Kennedy nie zaakceptował oferty Ferrestala …

DW: Och, nie zaakceptował?

MS: … by dołączyć do jego osobistego sztabu, ponieważ Forrestal chciał zrekrutować Kennedy’ego, a ponieważ Jack Kennedy zmarł – i wiesz, kiedy jego brat, jego starszy brat zmarł – ojciec, Joe Kennedy chciał, żeby do polityki wszedł teraz John F. Kennedy.

DW: Och!

MS: I dlatego właśnie Kennedy odrzucił ofertę Forrestala, aby stać się częścią jego osobistego sztabu, a następnie wkroczył do świata polityki i został kongresmenem – wybrany do Kongresu w 1946 r.

DW: Dobrze, czy widzisz w twoich poszukiwaniach w „Ostatnim Wystąpieniu Kennediego” (Kenedy’s Last Stand), jakieś inne dowody na to, że Kennedy rzeczywiście otrzymywał instrukcje lub był świadomy tego co się działo w kwestii Istot Pozaziemskich?

MS: Cóż, nie tyle interesowała go kwestia Istot Pozaziemskich, jak Nazistowskie Niemieckie zaawansowane programy, do których otrzymał nieograniczony dostęp. Mam tutaj na myśli, że wiedział on coś …

DW: Naprawdę?

MS: … było tak, że Forrestal faktycznie pokazywał Kennedy’emu wszystkie te zaawansowane technologie i Kennedy napisał o tym książkę która została opublikowana pośmiertnie, pod tytułem „Wstęp do Przywództwa” (Prelude to Leadership).

Niewiele ludzi wie o tej książce …

DW: Nigdy o niej nie słyszałem.

MS: … to książka, napisana przez Johna F. Kennediego, o tym gdy był w okupowanej Europie, w szczególności w Niemczech. Sprawą wartą zapamiętania jest to że w tym samym czasie gdy Forrestal pokazywał Kennedy’emu wszystkie te przechwycone Niemieckie technologie, Forrestal był człowiekiem ostatecznie odpowiedzialnym za tajny program wywiadowczy Marynarki Wojennej w Nazistowskich Niemczech, gdzie otrzymywali oni wszystkie te militarne informacje o tym, że Niemcy prowadzili dwa tajne programy kosmiczne.

W ten sposób Forrestal badał, w imieniu Marynarki Wojennej, wszystko co tylko mógł znaleźć na temat Niemieckich tajnych programów kosmicznych.

To oznacza, że Kennedy dobrze o nich wiedział.

DW: Zgadza się.

MS: Jest to ważny historyczny fakt, który ta książka naprawdę podkreśla, z powodu ujawnienia Kennedy’emu całego tego fenomenu zaawansowanych pojazdów UFO, latających spodków, życia pozaziemskiego – tego typu informacji, które dzielił z nim Forrestal – a z powodu których, kiedy Kennedy został prezydentem w styczniu 1961 r., podjął wysiłek by dotrzeć do sedna całego tego fenomenu i odzyskać władzę, w odniesieniu do prezydenckiego zarządzania tajnymi projektami, by nie pozwolić na to, aby projekty te stawały się niezależne, jak to miało miejsce za Eisenhowera.

DW: Zgadza się. Chciałbym zadać Ci jeszcze jedno pytanie na temat Eisenhowera, a później przekaże głos Corey celem wyjaśnienia.

Wiemy, że Eisenhower wydał rozkaz wtargnięcia do Strefy 51, o którym to mówiliśmy w naszym ostatnim odcinku. W jego niesławnym końcowym komentarzu gdy opuszczał swoje stanowisko, ostrzegał przed przejęciem bezzasadnego wpływu, pożądanego lub nie, przez Kompleks Militarno-Przemysłowy, a później przekazał je (stanowisko) Kennedy’emu.

„Musimy się strzec przed przejęciem bezzasadnego wpływu, przez kompleks militarno-przemysłowy (obecny Militarny Kompleks Przemysłowy, przyp. tłum.), bez względu na to czy jest on pożądany czy też nie.”  (Dwight D. Eisenhower)

Czy znalazłeś może coś na temat tego, czy miała miejsce rozmowa pomiędzy Eisenhowerem i Kennedym o doświadczeniach tego pierwszego podczas przekazywania władzy?

MS: Cóż, wiemy z oficjalnych nagrań, że Kennedy spotkał się z Prezydentem Eisenhowerem dwukrotnie, w czasie gdy był jeszcze Prezydentem Elektem. Spotkali się w grudniu i styczniu.

W styczniu wydarzenie to trwało kilka dni, dwa lub trzy dni, przed mową pożegnalną. Myślę więc, że możemy przyjąć, że czymkolwiek Eisenhower podzielił się publicznie jest tylko niewielką częścią tego co przekazał Kennedy’emu prywatnie.

DW: Obecnie, niewątpliwie przeprowadziliście badania dotyczące koncepcji pewnej życzliwej grupy istot pozaziemskich, która spotkała się z Eisenhowerem.

Dla tych, którzy nie są obeznani z tą kwestią, czy mógłbyś powiedzieć odrobinę więcej o twojej wiedzy na temat wydarzeń Ike i ET?

MS: Oczywiście. Cóż, myślę że jest tylu różnych demaskatorów, którzy ujawnili się i zostali świadkami, że możemy w pewien sposób zorientować się w chronologii tych różnych spotkań, których Eisenhower był częścią.

Zaczęło się to w lutym 1954 roku, gdy Eisenhower przybył do Bazy Sił Powietrznych Edwards i spotkał pozytywną grupę istot pozaziemskich – którą Bill Tompkins opisuje jako Nordyckie Istoty Pozaziemskie, które w pewien sposób uwydatniły mu niebezpieczeństwa rozwijania broni jądrowej. Jądrowa broń termonuklearna była już w tamtym czasie rozmieszczana, były to bomby wodorowe. Przekonywali, że administracja Eisenhowera powinna podążać drogą bardziej pokojowej polityki i być otwarta na otrzymywanie bardziej duchowych i etycznych informacji.

Osobiście myślę, że Eisenhower był pod dużym wrażeniem Nordyków, ale jego zespół bezpieczeństwa narodowego powiedział: „Nie, nie zamierzamy rezygnować z broni jądrowej i wcale nie zamierzamy słuchać tego rodzaju duchowej, etycznej wzniosłej mowy”.

Później, w lutym 1955 r. Eisenhower spotkał się z inną grupą Istot Pozaziemskich, tym razem w Bazie Sił Powietrznych Holloman i była to grupa Istot Pozaziemskich Szarych, Wysokich Istot Szarych, która zasadniczo osiągnęła porozumienie z Eisenhowerem w zakresie dzielenia się wzajemnie swoimi technologiami.

Istoty Szare nie przejmowały się zbytnio tym, że Stany Zjednoczone rozwijały broń termojądrową, tak więc od tego rozpoczęto porozumienia.

DW: (Jest to) domniemany traktat z Tau IX, który doprowadził do sformalizowania uprowadzeń itd.

MS: Zgadza się, dokładnie tak. Oczywiście to wszystko wydarzyło się po pokazowym przelocie formacji statków w 1952 r. w Waszyngtonie.

Oczywiście największy spór dotyczy tego czy były one pochodzenia pozaziemskiego czy były to też latające pojazdy Nazistowskie? Posiadamy oczywiście różne relacje z tego wydarzenia, ale zgodnie z tym co powiedzieli Bill Tompkins, Corey a także Clark McClelland to fakt, że były one Nazistowskimi statkami.

To sugeruje, że kolejne spotkanie które nastąpiło było … porozumieniem, do którego doszło później w Bazie Sił Powietrznych Holloman i było zawarte z grupą sprzymierzoną z Nazistami.

Co ciekawe, jeden ze świadków, który był w Bazie Sił Powietrznych Holloman w 1955 r., rzeczywiście nawiązywał do Nazistowskiego wątku.

DW: W porządku. Corey, jaka była więc twoja osobista wiedza na temat kontaktów Istot Pozaziemskich z prezydentami? Kiedy to się zdarzyło po raz pierwszy? Czy wydarzyło się to za prezydentury Trumana? Czy miało coś takiego miejsce z Eisenhowerem w odniesieniu do tego co Ci powiedziano, osobiście gdzieś tam za kulisami?

CG: Były spotkania z Trumanem i Eisenhowerem. Eisenhower spotykał się z grupami pozaziemskimi, o których wspomniał Michael Salla, jak również z jedną grupą nazywaną Niebieskimi.

Miał wiele spotkań, podczas których Naziści latali w tych latających spodkach, lądowali w bazach, wychodzili i spotykali się z nim, mam na myśli, (spotykał się) także z rzeczywistymi Nazistami.

DW: Wcześniej omówiliśmy krótko Niebieskich, ale jest to dla mnie fascynujące zagadnienie i byłem w stanie niezależnie potwierdzić to o czym rozmawialiście z Pete Petersonem.

Więc, czy mógłbyś opisać nam dlaczego byli oni nazywani Niebieskimi? Co powiedzieli i jak zostało to odebrane?

CG: Nazywani byli Niebieskimi z powodu ich niebieskiej skóry, a ich nastawienie było pokojowe.

Bardziej niż Nordycy, doradzali nam aby nie parać się energią jądrową czy uzbrojeniem. Oni także dawali nam duchowe wzniesione informacje o świadomości, wiedzę z której wojsko nie miało żadnego pożytku. O wiele później, Nordycy i my odnosiliśmy się do nich żartobliwie, jak do „kosmicznych hipisów”, ponieważ w latach czterdziestych nie było hipisów, dlatego później ich tak nazwano.

DW: Jaka była umowa, którą Niebiescy oferowali? Co musielibyśmy zrobić aby nawiązać z nimi współpracę?

CG: Zrezygnować z broni jądrowej i zrezygnować z wyścigu zbrojeń.

DW: Co byłoby dla nas korzyścią jeśli byśmy to zrobili? Co oferowali jako „marchewkę”?

CG: Przekazanie nam pomocy duchowej, by zintegrować się z innymi cywilizacjami.

DW: Wspomniałeś bardzo krótko Clarka McClellanda, to właśnie pokazało się ostatnio na ekranie radaru, korelacja nowego świadka z Tompkinsem.

Jestem przekonany, że jest Ci to znane. Mógłbyś się z nami podzielić więc tym dlaczego nagle w tej historii pojawia się McClelland?

MS: Cóż, z Clarkiem McClellandem było tak, że na koniec swojej kariery stał się operatorem statków kosmicznych dla NASA. Przedtem jednak przez około trzy dekady pracował dla różnych podwykonawców NASA.

Widział więc jak na dłoni to co działo się w NASA i był w stanie potwierdzić to co Bill Tompkins miał do powiedzenia a mianowicie, że NASA była zinfiltrowana przez Nazistów.

Clark McClelland, przykładowo, powiedział, że kiedy poszedł do biura Kurta Debusa, który był pierwszym Dyrektorem Centrum Kosmicznego Kennedy’ego to spotkał tam Hansa Kammlera.

Kammler był Nazistowskim Generałem SS, który rozwijał ich Tajny Program Kosmiczny w okupowanej Europie, próbując uzbroić technologie – Die Glocke (dzwon) lub Nazistowski Dzwon – za które był odpowiedzialny.

Mamy tutaj więc Kammlera, w latach sześćdziesiątych, w Centrum Kosmicznym Kennediego spotykającego się z dyrektorem.

McClelland był w stanie potwierdzić, że to faktycznie miało miejsce i było potwierdzeniem (faktu historycznego), naprawdę mocnym uwierzytelnieniem tego po co Bill Tompkins mówił o sposobie w jaki Naziści wywierali bezprawny wpływ na całość programu kosmicznego NASA i rzeczywiście zinfiltrowali Militarny Konglomerat Przemysłowy.

Jest to jedna z rzeczy, o której mówi Tompkins, że Militarny Konglomerat Przemysłowy – różne spółki i różnorodne militarne organizacje – znalazły się w obliczu tajnej wojny pomiędzy tymi różnymi frakcjami Istot Pozaziemskich: grupy Nazistowskich Reptylian, która starała się zinfiltrować i przejąć Militarny Konglomerat Przemysłowy Stanów Zjednoczonych oraz innej grupy, istot pozaziemskich Nordyków, którzy identyfikowali Marynarkę Wojenną jako instytucję rzeczywiście będącą pewną dużo większą równowagą czy wsparciem wartości konstytucyjnych Stanów Zjednoczonych.

DW: Dla tych, którzy oglądają ten program, a którzy nie osłuchali się jeszcze z Clarkiem McClellandem – ja wiem jaki jest jego kontekst – ale chciałbym, abyś swoimi słowami podzielił się tym z Widzami.

Co było największym zgrzytem – jego świadectwo o Promie Kosmicznym sprzed lat– z którym wszyscy się spotkaliśmy?

MS: Cóż, to co on zrobił, to rzeczywiście powiedział że widział w kanale na żywo NASA, incydent dotyczący Promu Kosmicznego, gdzie był jeszcze jeden statek zacumowany w jego pobliżu – inny statek kosmiczny – i były tam co najmniej dwa różne rodzaje astronautów towarzyszących astronautom NASA, czy też astronautom Promu Kosmicznego, którzy byli tam na zewnątrz na kosmicznym spacerze.

Porównał wzrost astronautów pochodzących z obcych statków. Mierzyli oni sobie około 3,3 metra w porównaniu do astronautów z NASA. 

Tak więc miał on schemat ilustrujący to co zobaczył i mówił obszernie o tym jako o rzeczywistym dowodzie na istnienie Tajnego Programu Kosmicznego z astronautami obcych cywilizacji, które jakoś współpracowały z programem kosmicznym NASA .

DW: Więc jedną z rzeczy, na które wpadłeś w Twoich ostatnich pracach jest idea tego jak fikcyjne historie opowiadane w filmach i komiksach, a także obecnie w grach wideo i oczywiście w potocznych publikacjach science fiction autorów taki jak np. Arthur C. Clarke, Isaaca Astimov, znalazły się pod wpływem tego, co działo się w sprawach, o których Ty dowiedziałeś się z pierwszej ręki rozmawiając z Tompkinsem i innymi świadkami?

MS: Cóż, jedną z osób, które Bill Tompkins zidentyfikował jako kluczowego gracza w TPK rozwijanym przez Marynarkę Wojenną był Admirał Leslie Stevens.

Admirał Stevens był faktycznie rówieśnikiem Admirała Botty, który rozwijał program Marynarki Wojennej poza San Diego, ucząc się wszystkiego o Nazistowskim programie kosmicznym.

Byłem w stanie ustalić, w oparciu o Ustawę Wolności Dostępu do Informacji to, że Stevens i Botta rzeczywiście zasiadywali razem przynajmniej w jednej komisji.

Było to coś co rzeczywiście potwierdzało to o czym Bill Tompkins mówił, że Stevens był zaangażowany w sprawę i był dobrze zaznajomiony z Tajnym Programem Kosmicznym Marynarki Wojennej.

A ważną rzeczą o Admirale Stevensie jest to, że miał syna o tym samym imieniu, Leslie Stevens, zatem Leslie Stevens IV. Był on producentem sławnego programu, „Zewnętrzne Granice” (The Outer Limits).

W tym czasie, koło roku 1964-1965, Gene Roddenberry wszedł w skład zespołu „Zewnętrznych Granic”, by nauczyć się od Leslie Stevensa jak połączyć w widowisku naukę i fikcję.

DW: Łał! Pozwól mi, że przerwę Ci na chwilkę, bo to jest niesamowite. Siedzę sobie kiedyś z jednym z moich informatorów, którego nazywamy Danielem, który jest gościem rzekomo pracującym kiedyś w Montauk, gdzie przeprojektowywali siedzenia z UFO, które działały tak, że można było usiąść w fotelu, medytować i kreować portal, który mógł rzeczywiście wysłać ludzi w czasie i przestrzeni.

Pewnego dnia mówił o tym, co się dzieje kiedy używasz niektórych tych technologii tworzących niewielką kulę, która może zajrzeć gdzie tylko zechcesz.

Powiedział, że nazywa się to „wyodrębnionym, zewnętrznym pasmem zdalnego śledzenia” lub OBIT [Outer Band Individuated Teletracer].

Podłączamy się i mówię: „Hej człowieku, sprawdźmy teraz czy ktoś kiedykolwiek ujawnił tę informację?”

Program „Zewnętrzne Granice” (The Outer Limits) …

MS: Dokładnie.

DW: … wyemitował odcinek zatytułowany „Wyodrębnione Zewnętrzne Pasmo Zdalnego Śledzenia” – dokładnie taka sama nazwa [Outer Band Individuated Teletracer]. Rzeczywisty opis co to jest mówił, że było to urządzenie, które mogło przeprowadzić dogłębną inwigilację wszystkiego w dowolnym czasie.

Zaraz sobie uświadomiłem, że program „Zewnętrzne Granice” ma jakiś tajemny dostęp do źródeł informacji.

MS: Wiadomo jedną rzecz o ojcu Leslie Stevensa czyli Admirale, a mianowicie to że efektywnie prowadził psychologiczne działania wojenne dla Rady Bezpieczeństwa Narodowego.

DW: Łał!

MS: Był za to odpowiedzialny. A Leslie Stevens IV, producent „Zewnętrznych Granic”, wywodził się z wywiadu wojskowego. Rzeczywiście tam służył i ze względu na swoją ekspertyzę, wierzę że wpływ na tą sytuację miało to co robił podczas II Wojny Światowej, zajmował się psychologicznymi operacjami wojennymi.

To co później byłem w stanie wywnioskować z moich badań – i jest to w mojej nowej książce – to, że Leslie Stevens IV zasadniczo pracował ze swoim ojcem, aż do jego śmierci, w psychologicznych operacjach wojennych, w próbach przedstawienia niektórych z tych zapierających dech w piersiach koncepcji jako częściowego ujawnienia w mediach i przemyśle rozrywkowym.

Kiedy więc rozpoczęła się produkcja „Zewnętrznych Granic”, to możesz zobaczyć tam Gene Roddenberry, biorącego w nich udział po niepowodzeniu wcześniejszej serii TV zwanej „Porucznik”. Program ten był o poruczniku Marynarki Wojennej. Serial zaliczył klapę i trwał tylko, wydaje mi się, że rok może dwa. 

Roddenberry był zachęcany przez swojego agenta, aby wziąć udział w programie science fiction. Wystąpił więc w „Zewnętrznych Granicach” i według ludzi, którzy tam byli Roddenberry i Stevens osiągnęli informacyjne porozumienie pod względem wszystkich doniesień jakie Roddenberry otrzymał od Stevensa odnośnie rozwoju jego serialu science fiction. On zbierał całe uznanie gdy nie wspomniał o Stevensie.

DW: Łał.

MS: To właśnie miało tam miejsce. A później mamy oczywiście tworzenie „Star Treka”.

Gdy spojrzymy na występujący w „Star Treku” główny układ sił, to znajdziemy tam niesamowitą analogię z głównymi grupami, o których mówił Bill Tompkins.  

Mamy więc w „Star Treku” Konfederację Planet i mamy również Wolkanów. Możemy ich porównać do pozaziemskiej grupy Nordyków, próbujących pomóc ludzkości.

Występuje tam również grupa Klingonów, którzy byliby dzisiaj odpowiednikiem Reptylian.

DW: Łał. Dobrze.

MS: Istnieją tam też genetycznie wzmacniani ludzie, którzy reprezentują Nazistów.

Jeśli przyjrzymy się rozwojowi fabuły w serialu „Star Trek” oraz jego głównym bohaterom, to znajdziemy tam niesamowite podobieństwo do głównych grup Istot Pozaziemskich oraz Ziemskich frakcji, które były zaangażowane w tamte tajne programy kosmiczne przez całe lata czterdzieste, pięćdziesiąte i sześćdziesiąte.

DW: Kolejne widowisko telewizyjne, które przychodzi mi na myśl to „Battlestar Galactica”. Czy Twoje badania odkryły jakieś powiązania z tym filmem?

MS: Cóż, to co było naprawdę jest istotne w „Battlestar Galactica” to sam jego twórca, którym był Glen Larson. A Glen Larson rzeczywiście pracował wraz z Leslie Stevensem.

DW: Och, naprawdę?

MS: Pracowali ze sobą i dzielili swoje talenty. Leslie Stevens był starszy rangą i Larson zawarł z nim podobne porozumienie, gdzie Stevens wychodziłby z pomysłami i pomagał Larsonowi w rozwijaniu tego widowiska science fiction.

Co ciekawe – dowiedzieliśmy się tego od ludzi, którzy później przeprowadzili wywiady z kluczowymi osobami zaangażowanymi w tworzenie „Battlestar Galactica” – odcinek pilotowy „Battlestar Galactica” był faktycznie napisany przez Leslie Stevensa IV.

DW: Naprawdę?

MS: W rzeczywistości mamy tutaj zatem syna Admirała Marynarki Wojennej, który był zaangażowany w jej Tajny Program Kosmiczny i który pisał odcinek pilotażowy dla nowego serialu science fiction, za który nie otrzymał żadnego kredytu wdzięczności. Produkcja została tak naprawdę przypisana i znalazła się pod kontrolą Glenna Larsona.

DW: Łał!

MS: Czyli jest to tego typu widowisko, dla którego Marynarka Wojenna poprzez Leslie Stevensa chciała podzielić się pewnymi pomysłami oraz prawdą odnośnie swojego Tajnego Programu Kosmicznego oraz różnych form życia pozaziemskiego, włączając w to Sztuczną Inteligencję. To na czym rzeczywiście skupiał się serial „Battlestar Galactica” to zagrożenie od strony SI. Dlatego właśnie Glen Larson w tym serialu rozwinął całą tę koncepcję Istot Pozaziemskich, które miały brać udział w konflikcie z różnymi formami SI, która zamierzała zlikwidować ludzką formę życia twórców w całej galaktyce.

Jest to coś, co w pewnym sensie zazębia się z tym co Corey ujawnił. Pamiętam jak Corey mówił bardzo dużo na temat niebezpieczeństwa stwarzanego przez sztuczną inteligencję i jak była ona monitorowana przez różne TPK właśnie z powodu tego niebezpieczeństwa.

Jest to po prostu kolejnym potwierdzeniem tego, że był to bardzo prawdziwy materiał, który został zaszczepiony w sferze publicznej przez te filmy.

DW: Czy myślisz, że …

CG: Prawda jest zdecydowanie dziwniejsza niż fikcja.

DW: Myślisz, że kiedy załoga wchodzi na pokład „Star Treka” to gwizdy Marynarki Wojennej im towarzyszące to wynik powiązania jej z Leslie Stevensem?

MS: Zdecydowanie, tak. Chcę tutaj powiedzieć, że kiedy spojrzymy na film „Star Trek”, to wszystko na tym bazuje, … używają procedur oraz stopni wojskowych typowych dla Marynarki Wojennej.

DW: Zgadza się.

MS: Mówi się tam o Dowództwie Gwiezdnej Floty i tym podobne. Używają tam więc sporo terminologii Marynarki Wojennej i wierzę, że jej dowództwo zezwoliło Stevensowi na ujawnienie tego materiału do opinii publicznej w ramach ujawnienia częściowego. 

Myślę, że stało się tak dlatego, że Marynarka Wojenna spodziewała się w latach sześćdziesiątych – gdy ukończą budowę swoich grup bojowych, które zostały rozmieszczone we wczesnych latach osiemdziesiątych – rozpoczęcia ujawnienia do tego czasu.

DW: Och!

MS: Uważam, że „Star Trek” był częścią wysiłku Marynarki Wojennej, aby w pewien sposób zaszczepić te informacje w świadomości opinii publicznej. Wszystko po to, by w pewnym czasie w przyszłości kiedy prawda zostanie ujawniona było wiadomo, że Marynarka Wojenna posiadała pełną wiedzę dotyczącą budowy tych kosmicznych grup bojowych. Służyło to temu, by społeczeństwo przyłączyło się do tej grupy i wspierało ją tak, żeby Marynarka Wojenna mogła nadal kontynuować ich rozwój i ekspansję.

DW: Mam tutaj Michael kilka dokumentów, które ukazują naprawdę niesamowitą pracę, jaką wykonałeś w zakresie doniesień Tompkinsa, którymi dzielimy się teraz zgodnie z Ustawą Wolności Dostępu do Informacji i przenosimy je także na arenę badań naukowych, z których ufologia jest znana.

Pierwszy, który tutaj widzimy … pochodzi z Bazy Powietrznej Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w San Diego i podpisany jest przez Rico Botta.

Czego dotyczy ten konkretny dokument?

MS: Cóż, dokument ten William Tompkins umieścił w swojej książce „Wybrani przez Istoty Pozaziemskie” (Selected by Extraterrestrials). Są to w rzeczywistości przepustki dzięki, którym mógł on opuścić Bazę Wojskową Marynarki Wojennej USA wraz z dokumentami z odpraw będącymi kluczową częścią jego historii.

DW: Zgadza się.

MS: Co jeśli chodzi o zweryfikowanie tego czy jest to prawda? Czy przepustki te są prawdziwe? Czy zawierają w sobie unikatowe informacje, które mogą je niezależnie potwierdzić?

Właśnie do tego starałem się dotrzeć i wykorzystałem do tego celu Ustawę o Wolności Dostępu do Informacji, by zdobyć dokumenty, które otrzymałem w celu potwierdzenia, że te wyjścia na przepustce były rzeczywiście podpisane przez osobę, która faktycznie w tatym czasie dowodziła Bazą Powietrzną Marynarki Wojennej w San Diego. Wtedy Tompkins powiedział że otrzymał pozwolenie, aby wynieść te pakiety dokumentów. Dotyczyły one oczywiście osoby Rico Botty.

DW: Tutaj jest napisane: „wydanie dotyczy samolotu cywilnego”. Ha, ha, ha.

MS: Tak, zgadza się.

DW: Więc co to jest do licha?

MS: No więc, dokument ten pokazuje, że Tompkins nie tylko miał pozwolenie na wynoszenie pakietów z odpraw poza Bazę Marynarki Wojennej w San Diego, ale także otrzymywał zgodę na korzystanie z samolotu, który był własnością Admirała, by dostarczać te dokumenty.

Potwierdza to więc ogromną część doniesień Tompkinsa odnośnie tego, że dostarczał w tamtym czasie te różne dokumenty do wielu firm lotniczych w USA, zwłaszcza na zachodnim wybrzeżu Stanów, rozprowadzając je w poszczególnych działach wojskowych itd. W rzeczywistości potwierdzenie tego dokumentu pomaga określić niektóre kluczowe elementy jego doniesień.

DW: Dobrze, mamy tutaj fotografię Rico Botty, Komandora Podporucznika Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych z 27 sierpnia 1934 r. a także jego podpis.

Ciekawe jest Michael to co pokażesz nam w następnym dokumencie. Porównałeś ten podpis na tej fotografii z podpisem, który był umieszczony na pakietach dokumentów i są one praktycznie identyczne. Mam na myśli, że jest to ten sam podpis. 

Jak zdobyłeś to zdjęcie Rico Botty? Skąd ono pochodzi? Porozmawiajmy najpierw na ten temat.

MS: Cóż, zdjęcie Rico Botty, pochodzi z jego osobistego foldera uzyskanego na drodze Ustawy o Wolności Dostępu do Informacji Publicznej z 1500 stronicowego dokumentu, który otrzymałem.

DW: Więc ubiegałeś się o nie i faktycznie je otrzymałeś w mailu?

MS: Wnioskowałem o nie przy pomocy prawnika.

DW: Rozumiem.

MS: Nazywał się Duke Brookhouse i pomagał mi w wypełnieniu formularzy o udzielenie informacji publicznej. Kiedy zatem otrzymaliśmy dokumenty, zapoznałem się z nimi i zidentyfikowałem te, które pomogły potwierdzić kluczowe elementy doniesień Tompkinsa.

Konkretne dokumenty z jego podpisem i jego zdjęciem – nawet jeśli są datowane na wczesne lata trzydzieste – jasno pokazują, że podpis jest identyczny z tym, który był na przepustkach używanych przez Tompkinsa.

Jest to więc niezależne potwierdzenie tego, że dokumenty Tompkinsa są autentyczne. Jest to bardzo ważne, że tak naprawdę … przepustki Tompkinsa … tamte dwie przepustki pokazują, że miał on pozwolenie, aby wynosić pakiety dokumentów z Bazy Powietrznej Marynarki Wojennej San Diego. Jest to niepodrobiony dokument.

Jest to bardzo ważnym aspektem potwierdzenia jego doniesień, że był on w stanie zabierać je do różnych obiektów i otrzymał pozwolenie, aby rzeczywiście skorzystać z samolotu by przetransportować je do różnych lokalizacji. 

DW: Dobrze. Następny dokument pochodzi z Departamentu Marynarki Wojennej z Biura Żeglugi w Waszyngtonie D.C. z 30 września 1942 r. od Szefa Personelu Marynarki Wojennej do Kapitana Ricco Botty.

Nasuwa mi się na myśl, to to że dokument wskazuje: „Proszę udać się do miejsca (lub miejsc w rozkazie) wskazanego poniżej w celu tymczasowej służby”.

A kiedy spojrzysz poniżej, jest tam napisane: „Związane z inspekcją eksperymentalnego statku powietrznego oraz w celu uczestnictwa w konferencjach omawiających sprawy pochodne”.

Następnie mamy listę „Eksperymentalna Baza Sił Powietrznych Armii Stanów Zjednoczonych, Muroc, o której wszyscy słyszeliśmy, Lotnisko Douglas, Northrop, Baza Powietrznej Marynarki Wojennej w San Diego, Połączona Korporacja Lotnicza w San Diego.”

To jest szalone. O czym on mówi: „Związane z inspekcją eksperymentalnego statku powietrznego oraz w celu uczestnictwa w konferencjach omawiających sprawy pochodne”?

MS: Cóż, jest to kolejny dokument, który niezależnie potwierdza różne aspekty doniesień Tompkinsa, gdzie Tompkins mówi, że zabierał te pakiety dokumentów do różnych obiektów wojskowych.

Dokument ten potwierdza, że Botta w czasie przed operacją wojskową, którą nadzorował w Bazie Sił Powietrznych Marynarki Wojennej San Diego, podróżował do niektórych z tych samych obiektów, które prowadziły eksperymentalne badania nad statkami powietrznymi. Był on człowiekiem Marynarki Wojennej gdy przychodziło do zrozumienia badań prowadzonych nad eksperymentalnymi statkami powietrznymi. Był on tam przygotowywany do nowego zadania gdyż jego wizyt w tych placówkach miały miejsce mniej niż dwa miesiące przed tym jak został przeniesiony do Bazy Sił Powietrznych w San Diego.

Był on więc przygotowywany do nowego, nadchodzącego zadania gdzie otrzymywał informacje od szpiegów Marynarki Wojennej w Niemczech na temat Niemieckiego TPK. W chwili gdy otrzymał informacje od swoich szpiegów natychmiastowo instruował Tompkinsa, aby dostarczał te dokumenty do placówek, o których właśnie wspomniałeś, a także do wielu innych, o których mówił Tompkins.

Jak więc widzisz, ponownie, mamy inny ważny dokument, który niezależnie weryfikuje i uwiarygadnia doniesienia Billa Tompkinsa. Oczywiście …

DW: Jak zdobyliśmy ten dokument?

MS: Uzyskaliśmy go dzięki Ustawie o Wolności Dostępu do Informacji.

DW: Dobrze, innym dokumentem jest ten datowany na 25 lutego 1942 r., który (jest ważny) dla maniaków UFO o czym ty musisz wiedzieć, gdyż to było zaraz po niesławnej bitwie o Los Angeles.

Mamy tutaj Departament Marynarki Wojennej, Biuro Aeronautyki z Waszyngtonu a to są rozkazy dla Rico Botty nakładające na niego dodatkowe, tymczasowe obowiązki. Mówią one o rozpoczęciu postępowania 2 marca 1942 r., w bazie wojskowej Wilbur Wright Field, Dayton, Ohio, tj. w Bazie Sił Powietrznych Wright-Petterson.

MS: Dokładnie.

DW: O kurcze. To  niesamowite!

CG: Gorący dokument!

DW: Mam ochotę rzucić tym przez cały pokój, to jest tak zwariowane. To jest: ŁAŁ! Powiedz nam … ja (osobiście) wiem na co tutaj patrzę, ale powiedz nam o tym, dla tych osób, które nie ekscytują się tak jak ja gdyż nie wiedzą dlaczego jest to tak znaczące.

MS: No cóż, 24 i 25 luty 1942 r. doszło do sławnego incydentu-nalotu na Los Angeles. Według dokumentów, które zostały ujawnione przez MJ-12 i według tego co Bill Tompkins powiedział, były tam dwa latające spodki, które zostały odzyskane po tej katastrofie – jeden przez Marynarkę Wojenną, a drugi przez Siły Powietrzne.

DW: Niektóre z nich zostały więc zestrzelone.

MS: Tego możemy dowiedzieć się z dokumentów MJ-12 i z relacji Billa Tomkinsa.

Następnie ten, który pozyskały Siły Powietrzne Armii został zabrany do Wilbur Wright Field, który w tamtym czasie był najważniejszym ośrodkiem badawczym Amerykańskich Sił Powietrznych nad badaniami obcych technologii lotniczych.

DW: „Obcych.” Ha, ha, ha.

MS: Statek ten został odzyskany 25-go lutego a następnie został zabrany do bazy Wilbur Wright Field. Dokładnie tego samego dnia Admirał Botta, który był szefem Dywizji Energetycznej w Biurze Lotnictwa otrzymał rozkazy, aby pojechać do Wright Field początkiem marca w celu wykonania gruntownych prac w tym temacie.

DW: Zgadza się.

MS: Jeśli chodzi o czas …

DW: W tym samym dokumencie jest napisane: „W związku z pracami nad silnikiem”. Nad jakiego rodzaju silnikami oni tam pracowali?

MS: Zgadza się, cóż …

DW: Prawdopodobnie antygrawitacyjnymi.

MS: Dokument ten jest dowodem ostatecznym …

DW: To niesamowite.

MS: … w rzeczywistości ukazuje on, że Botta był człowiekiem wyasygnowanym przez Marynarkę Wojenną jako jej ekspert w zrozumieniu tych obcych technologii odnośnie wszystkiego co ma związek ze statkami pozaziemskimi lub latającymi pojazdami Nazistów – był on człowiekiem na właściwym miejscu. Został wyznaczony, aby udać się do bazy Wright Field i dogłębnie przejrzeć to co Siły Powietrzne dzierżyły w swych rękach a co pochodziło z Bitwy o Los Angeles.

CG: Czy nie powiedziałeś w naszej wcześniejszej rozmowie, że Rico Botta był inżynierem?

MS: Zgadza się. Tak, był on inżynierem. Był ekspertem do spraw rozwoju silników i energetyki.

CG: Energetyki elektrycznej?

MS: Tak naprawdę był on w tamtym czasie Szefem Departamentu Zasilania Energią dla Biura Lotnictwa. Był więc człowiekiem, który rzeczywiście rozumiał co należało zrobić w celu rozwinięcia możliwości silników dla zwiększenia wydajności manewrów lotniczych.

Jeśli rozmawiamy o statkach, które miałyby być zdolne do lotów kosmicznych to był on człowiekiem potrafiącym nakreślić ten temat.

DW: Dobrze. Masz tutaj również dokument z 15 marca 1946 r., który mówi: „jego wybitna wiedza techniczna i umiejętności wyposażyły wydział Kontradmirała Botty … itd. w samoloty do walk powietrznych … wraz z najnowszymi usprawnieniami bojowymi …”

Są to dokumenty wyraźnie wskazujące na jego zaangażowanie w rozwój technologii zwiększających możliwości silników samolotów bojowych oraz technologii energetycznych.

MS: Zgadza się. Dokładnie. To były jego obowiązki gdy pracował w Bazie Powietrznej Marynarki Wojennej San Diego w latach 1942 – 1946, gdzie był oficerem montażowym i mechanikiem. Jego praca polegała zasadniczo na podniesieniu wydajności silników odrzutowych w myśliwcach należących do Marynarki Wojennej. 

Poza tym dowiedział się również o tym co Naziści robili w dziedzinie rozwoju silników odrzutowych a także o tym jak próbowali uzbroić latające spodki.

Marynarka Wojenna szukała w osobie Botty dostarczenia im niezbędnej ekspertyzy i przywództwa, aby stawić czoła temu zagadnieniu. Tak się na szczęście nie stało, gdyż Botta był facetem, którego Marynarka Wojenna pozyskała aby podjął ten wysiłek.

DW: Przeprowadziłeś także wywiady z ludźmi powiązanymi z Rico Bottą, czy moglibyśmy więc porozmawiać o tym przez chwilę? Jakie są najbardziej interesujące wnioski w Twoich badaniach donoszących się do tamtego działu do dnia dzisiejszego?

MS: Zdołałem odbyć rozmowę z wnukiem Rico Botty, który potwierdził kilka naprawdę interesujących rzeczy dotyczących ówczesnych kontaktów Botty z liderami przemysłu lotniczego, których był osobistym przyjacielem jak np. z Jackiem Northrupem i Williamem Boenigiem. Botta był także kimś kto spotykał się również ze znaczącymi urzędnikami Marynarki Wojennej.

Jednym z tych urzędników był Admirał Mark Hill, który był adiutantem Botty gdy był on szefem Departamentu Uzbrojenia w Filadelfijskich Stoczniach Marynarki Wojennej. Pomagał on tam Bottcie w roli wojskowego adiutanta a po tym jak Botta odszedł pracował jako aktywny oficer i również został Kontradmirałem i nadal spotykał się z nim i prowadził rozmowy.

Dla mnie jest to więc bardzo mocny dowód na to, że wnikliwość Botty i jego wiedza na temat tych bardzo zaawansowanych technologii było czymś, co było przekazywane dużo starszym urzędnikom Marynarki Wojennej, aż do jego emerytury a następnie śmierci.

DW: Jak myślisz co stanie się z formalnym dochodzeniem w sprawie tego okresu historii? Czy będziemy w stanie zdobyć wreszcie nowych świadków i nowych demaskatorów i rzeczywiście zrekonstruować historię dwudziestego wieku? Myślisz, że uda się to zrobić?

MS: Tak, zdecydowanie, z całą pewnością. Myślę, że to co dzieje się teraz to zbieranie chronologii tego w jaki sposób Marynarka Wojenna rozwijała swój Tajny Program Kosmiczny, angażujący ogromne kosmiczne grupy bojowe.  Gdy ich nazwiska zostaną zidentyfikowane wyśledzimy krewnych lub innych, którzy z nimi pracowali i prawdopodobnie będziemy dążyli do odszukania innych, którzy będą skłonni porozmawiać o tym czego doświadczyli.

DW: Czy chcesz jeszcze coś dodać Corey zanim zamkniemy ten odcinek?

CG: Dla mnie było to niesamowite. Wyszedł tutaj cały tok rozumowania Tompkinsa. Przekazuje on tutaj dosłownie wszystkie informacje, które oglądałem w szklanym padzie. Patrzenie na kogoś kto ujawnił się i kto przekazywał lub (tylko) dostarczał te informacje wywiadowcze jest dla mnie bardzo dziwną synchronizacją.

Faktem jest, że nie miał pojęcia o moim wystąpieniu, by wszystko to wydawało się na ułożoną historię.

DW: Zbieramy tutaj poszczególne części dokumentów łączące skrawki informacji, przeprowadzając wywiady z osobami, które to przeżyły – żeby rzeczywiście pokazać prawną rekonstrukcję całej historii doprowadzającej nas ostatecznie do uczestnictwa w czymś, co większość ludzi uważa za kompletnie niedorzeczne i nie daje temu wiary.

CG: Oczywiście. Ostatnie badania Dr. Salli bardzo mocno wzmacniają nasze argumenty.

DW: Chciałbym Ci zatem podziękować Michael za przybycie do studia. Myślę, że to są naprawdę przełomowe odcinki i będą one miały ogromne znaczenie historyczne gdy dojdzie już do Pełnego Ujawnienia.

Chciałbym wyrazić wdzięczność za twój wkład przynoszący naprawdę naukowe spektrum do całego tego zagadnienia w naszym programie „Kosmiczne Ujawnienie”.

MS: Dziękuję Ci David. To była przyjemność. Dziękuję również ci Corey.

CG: Dziękuję.

David: Dziękuję wam. Chciałbym też podziękować wszystkim widzom. Jesteście bardzo ważną częścią „Kosmicznego Ujawnienia”. Dzięki waszemu wsparciu i przekazywaniu tych wiadomości waszym przyjaciołom usuwamy zasłonę ośmieszania. Przynosimy realne naukowe zainteresowanie tym, o czym zwykli mówić badacze UFO, a co wybiegało daleko poza normę (potocznego rozumowania). Jednak widzicie, że wszystko to bardzo pięknie układa się w jedną całość. 

Jest to program „Kosmiczne Ujawnienie”. Ja nazywam się David Wilcock i jestem tutaj z Corey Goode oraz naszym specjalnym gościem z Instytutu Exopolitycznego Dr. Michaelem Sallą. Dziękuję za uwagę.

Prowadzący Program Kosmiczne Ujawnienie: 

David Wilcock – pisarz, profesjonalny wykładowca, reżyser i badacz starożytnych cywilizacji, naukowiec do spraw świadomości i nowych paradygmatów obejmujących materię i energię.  

Corey Goode – jest informatorem (z ang. whistleblower), który w serii rozmów przeprowadzanych z Davidem Wilcockiem w programie Cosmic Disclosure w Gaia TV ujawnia dotychczas nie znane opinii publicznej wydarzenia dotyczące działalności ludzi oraz istot pozaziemskich w naszym Układzie Słonecznym.  

Strona źródłowa: https://www.spherebeingalliance.com/blog/transcript-cosmic-disclosure-tracing-the-roots-of-the-ssp-with-michael-salla.html 

TV internetowa programu Kosmiczne Ujawnienie: http://www.gaia.com 

Przetłumaczył: Michał Kozłowski

Edycja: Sławomir Lernaciński

Copyright © 2012, Wszystkie prawa do kopiowania, używania, dystrybucji oraz przetwarzania powyższego tekstu zarezerwowane przez Sławomira Lernacińskiego